15 lipca 2012

Syndrom Sztokholmski i Zaborcza Miłość



Według wikipedii:    Syndrom sztokholmski - stan psychiczny, który pojawia się u ofiar porwania lub u zakładników, wyrażający się odczuwaniem sympatii i solidarności z osobami je przetrzymującymi. Może osiągnąć taki stopień, że osoby więzione pomagają swoim prześladowcom w osiągnięciu ich celów lub w ucieczce przed policją. Syndrom ten jest skutkiem psychologicznych reakcji na silny stres oraz rezultatem podejmowanych przez porwanych prób zwrócenia się do prześladowców i wywołania u nich współczucia. Nazwa syndromu wiąże się ze słynnym napadem na Kreditbanken w Norrmalmstorg, dzielnicy Sztokholmu, podczas którego napastnicy przez kilka dni (między 23 a 28 sierpnia 1973) przetrzymywali zakładników. Po złapaniu napastników i uwolnieniu przetrzymywanych przez nich osób, te ostatnie broniły przestępców pomimo sześciodniowego uwięzienia.

Zaborcza miłość
Czasami, gdy miłość się kończy, jeden z partnerów mówi:"Wiem, że on już dla mnie nie istnieje ale ja wciąż go kocham" lub "Nie wiem jak, ale chciałbym by wróciła" itp. Najwyrazistszym stwierdzeniem jest: "Wiem, że to nie ma sensu. On już ma nową dziewczynę i wiem, że także ją dręczy ale wciąż jestem zazdrosna". Nie wydaje się to niczym nietypowym chyba, że najbliżsi są zszokowani takimi stwierdzeniami, gdyż niejednokrotnie byli świadkami znęcania się partnera.
Takie uzależnienie od dręczyciela jest znane w psychologii jako syndrom sztokholmski i może mieć miejsce w takich okolicznościach jak:
  • Znęcanie się nad dziećmi lub partnerami w związku,
  • Więzienie,
  • Wojna,
  • Uczestnictwo i zaangażowanie w kulty i sekty,
  • Kazirodztwo,
  • Mobbing,
  • Terroryzm z zatrzymaniem zakładników,
  • Obozy pracy,
  • Osaczanie partnera połączone z jego zastraszaniem.


Ludzie przebywający w takich sytuacjach przez dłuższy czas nie widzą innego sposobu na przeżycie jak tylko emocjonalne związanie się z oprawcą. Ten związek jednak jest dla nich niebezpieczny gdyż nie potrafią się z niego uwolnić i robią wszystko by trwał. Posuwają się nawet do kłamstw, brania winy na siebie za przestępstwa popełniane przez oprawcę, a nawet do czynnej agresji w stosunku do ludzi próbujących wyzwolić ich spod jarzma toksycznego związku. Oprawcą może być każdy, kto jest bliską osobą ofiary: matka, ojciec, dziecko, partner, żona, mąż, przypadkowy człowiek, który okazuje się przestępcą itd.
By można było jednak mówić o istnieniu sytuacji uzależnienia ofiary od dręczyciela, musi wystąpić w relacji kilka z poniższych wskaźników:
  • Ofiara musi żywić pozytywne uczucia do oprawcy,
  • Ofiara musi odczuwać negatywne uczucia w stosunku do swych najbliższych: rodziny, przyjaciół, autorytetów próbujących wyzwolić ją z relacji,
  • Popierać motywy i zachowania oprawcy.
  • Oprawca musi wyrażać pozytywne uczucia w stosunku do ofiary,
  • Ofiara musi zachowywać się jak obrońca w sytuacjach zagrożenia dla oprawcy,
  • Ofiara nie jest zdolna zaangażować się w działania prowadzące do rozluźnienia i zerwania związku z oprawcą.
Pojawienie się powyższych czynników nie prowadzi jeszcze do rozwoju Syndromu Sztokholmskiego. By on zaistniał, ofiara musi:
  • wierzyć, że obecne psychiczne lub fizyczne ataki oprawcy mogą nieść dla niej zagrożenie życia,
  • dostrzegać niewielkie ustępstwa, przywileje i uprzejmości ze strony oprawcy czynione w jej kierunku,
  • odczuwać swą samotność, bezradność i izolację w "walce" z oprawcą,
  • odczuwać brak możliwości ucieczki z relacji z oprawcą.
Postrzeganie zagrożenia życia
Zagrożenie może być postrzegane bezpośrednio, pośrednio lub przykłady dawane przez oprawcę. Antyspołeczni oprawcy najczęściej bezpośrednio grożą życiu ofiary lub jej rodziny, a ich przeszłość uwiarygodnia zagrożenie życia ofiary w przypadku jakiegokolwiek jej sprzeciwu. W ten sposób oprawca przekonuje "kochaną" przezeń ofiarę, że tylko współpraca z nim daje jej szansę przeżycia.
Wytwarzanie pośredniego zagrożenia polega na subtelnym grożeniu, że teraz już nigdy ofiara nie opuści oprawcy nadmieniając, że jego poprzednicy drogo zapłacili za brak spełniania ich potrzeb przez ofiarę. Takie stwierdzenia powodują wytworzenie w ofierze poczucia winy i zmniejszenie poczucia własnej wartości. Gdy jednocześnie oprawca opowiada historie, w których "niepokorni ludzie znikali", daje sygnał ofierze, że jedynym dla niej wyjściem jest bezwzględne podporządkowanie bo potencjalne odejście ofiary grozi bezwzględnym odwetem.
Powyższe groźby są zazwyczaj potwierdzane przez media pokazujące akty przemocy i działają na ofiarę ze zdwojoną siłą w przypadkach, gdy oprawca bądź to utożsamia się z przestępcami, bądź to opowiada ofierze podobne historie, które przytrafiły się jemu lub jego znajomym.

Niewielkie ustępstwa
W sytuacji zagrożenia zwykle szukamy dowodu dającego nam nadzieję na przetrwanie lub poprawę sytuacji. Kiedy więc oprawca momentami jest dla ofiary miły (nawet wtedy gdy jest to korzystne także dla oprawcy), ofiara interpretuje takie zachowanie jako jego pozytywną cechę. Takimi niewielkimi ukłonami w stronę ofiary mogą być: pozwolenie pójścia do łazienki, zezwolenie na zrobienie zakupów czy podarowanie kartki z przeprosinami po kolejnej awanturze. Takie uprzejmości są dla ofiary dowodem, że oprawca nie jest taki zły. Ofiara cieszy się gdy oprawca mogąc wyrządzić jej krzywdę z powodu jej "przewinienia" nie zwróci na to uwagi.
Często oprawca usprawiedliwia swe zachowanie wobec ofiary opowiadając historie ze swego dzieciństwa o tym, jak był wykorzystywany, maltretowany i poniżany pokazując tym samym ofierze, że on także jest niewolnikiem własnej przeszłości. Ofiara często broni aktywnie oprawcy mówiąc, że "złamał jej szczękę ale to nie jego wina. To wina jego dzieciństwa". Oprawca często po bestialskim potraktowaniu ofiary przyznaje się, że jest trudnym człowiekiem i potrzebna mu jest pomoc psychologiczna co jest zarazem odmową wzięcia odpowiedzialności za ten czyn i przerzuceniem jej na ofiarę. Ilekroć więc ofiara będzie współczuć takim usprawiedliwieniom, tylekroć będzie przedłużać swój stan zależności i uwiezienia.

Izolacja

W uzależniających związkach, ofiara czuje się jakby cały czas stąpała po szkle. Cokolwiek zrobi czy powie obróci się przeciwko niej wywołując wybuch złości oprawcy. By zatem przetrwać w takim związku, ofiara zaczyna widzieć świat oczyma oprawcy: naprawia rzeczy mogące wywołać złość, zachowuje się tak jak chciałby tego oprawca, unika tych elementów swego życia, które mogłyby stworzyć jakikolwiek problem. Ofiara jest więc zaabsorbowana wypełnianiem potrzeb, pragnień i zwyczajów narzuconych przez oprawcę. Dlatego też, przyjmując perspektywę oprawcy i chcąc przeżyć, ofiara złości się na tych, którzy chcą jej pomóc.

Widzi związane z tą pomocą problemy powodujące wybuchy złości oprawcy. Oprawca widząc potencjalne zagrożenia ze strony osób bliskich ofierze, manipuluje nią by ją od nich odizolować. Do tego celu posługuje się oskarżaniem, zastraszaniem, wybuchami gwałtu i przemocy. Ofiara więc boi się kontaktu z rodziną i najbliższymi, zaklina ich by nie dzwonili i nie kontaktowali się z nią.
Pozornie wygląda to tak jakby ofiara trzymała stronę oprawcy. Prawda jest taka, że chce ona zminimalizować cierpienia wywołane napadami złości oprawcy.


Niezdolność do ucieczki
Oto niektóre, powszechnie spotykane sytuacje:
Oprawcy wykorzystują zobowiązania finansowe obojga partnerów w taki sposób, że odejście żadnego z nich nie jest możliwe, gdyż jedna osoba nie może ich wypełnić. Takim zobowiązaniem jest kupno przez oprawcę drogiego samochodu, mieszkania itp. i twierdzenie, że nie będzie mógł płacić alimentów lub łożyć na utrzymanie dziecka z powodu wysokiego kredytu.

Prawne zakończenie takiego związku rodzi poważne problemy.
Oprawca wyraża ekstremalne groźby grożąc, że zabierze dziecko i wyjedzie z nim w nieznane (a nawet z kraju), że prędzej zrezygnuje z pracy niż zapłaci alimenty, że ujawni intymne zdjęcia lub sprawy ofiary lub że nie da ofierze spokoju (ułożyć sobie nowego życia). Oprawca może nawet grozić, że spali część dobytku lub sprawi, że ofiara straci pracę.
Oprawcy często utrzymują ofiarę w poczuciu winy grożąc popełnieniem samobójstwa gdy ta odejdzie. Ofiary często słyszą:
"Popełnię samobójstwo przy dzieciach, zobaczysz!", "Jak zaczniesz się pakować to podpalę siebie i dom!", "Jak możesz pozbawiać dzieci ojca/matki!?".
W ten sposób ofiary pozbawiane są poczucia własnej wartości, wiary w siebie i energii do wyrwania się ze związku (a także - w ogóle, do działania). Ofiary czują się wypalone i przeważnie są w depresji, stąd też nie mogą uciec.
Oprawcy często uzależniają finansowo swe ofiary kontrolując ich wydatki, zapisując wszystkie wartościowe inwestycje na siebie. W ten sposób pozbawiają ofiary środków do życia w razie ich decyzji o ucieczce. Często się słyszy: "Chciałbym odejść, ale nie będę miał za co żyć! Wszystko mi zabrała! Nawet nie znam PIN-u do karty wspólnej kredytowej".

W związkach młodych ludzi, ofiarami mogą być osoby niedoświadczone, nie wierzące w siebie, przytłoczone swą aktualną, życiową sytuacją. W takich sytuacjach, ofiara może mimo wszystko czuć, że związek z oprawcą jakoś stabilizuje jej życie. Przykładem może być udzielenie przez oprawcę pomocy (materialnej, psychicznej) przy wejściu ofiary w nowe życie. W krótkim jednak czasie okazuje się, że pomoc polega na zaabsorbowaniu ofiary codziennymi problemami w związku: tym że ktoś spojrzał na ofiarę, że ofiara zapisała się na kurs i tam pozna "złych ludzi", że zbyt często kontaktuje się z bliskimi, którzy próbują zniszczyć związek, że jedzenie które przygotowała jest niesmaczne itp. Ofiara, by przeżyć całą swą energię wydatkuje na uniknięcie za wszelką cenę tych kłopotów i stojących za nimi awantur, gróźb i rękoczynów. Życie ofiary sprowadza się więc do ciągłej kontroli stanów psychicznych oprawcy i sytuacji tworzących problemy. Sprowadza się to do unikania kontaktów rodzinnych, rezygnacji z przyjaciół, zaniedbania życia towarzyskiego i odseparowania się od kogokolwiek, kto może być zarzewiem problemu. Nie znaczy to w żadnym wypadku, że ofiara nie chce tych relacji (towarzyskich) lub nie kocha rodziny - wręcz przeciwnie, ale zrywa z nimi więzy bo chce uniknąć kłopotów. Tego typu relacje wyglądają na idealne, gdyż ofiara zrobi wszystko by oprawca był z niej zadowolony.

Dysonans poznawczy
Dysonans poznawczy wyjaśnia w jaki sposób normalni ludzie zmieniają swoje przekonania i opinie by poprzeć opinie i zachowania innych, gdy nie są one zgodne z własnymi i wydają się dla nich złe.

 Dysonans poznawczy to stan emocjonalny wywołany sprzecznością różnych przekonań o tej samej sprawie lub sprzecznością między swymi przekonaniami a zachowaniem). Teoria mówi, że jednostka aktywnie poszukuje informacji i opinii redukujących jej stres. Sprowadza się to do tego, że kosztem głupiego (we własnych oczach) postępowania ulegamy naciskom otoczenia (sytuacji) zachowując w ten sposób swój dobry, publiczny wizerunek (akceptowany przez to otoczenie), a potem szukamy jakiegokolwiek usprawiedliwienia swego postępowania.




Gdy wobec tego oprawca jest agresywny i osacza ofiarę, a ta nie może od niego uciec z wymienionych w poprzednich rozdziałach powodów, ta zaczyna usprawiedliwiać jego zachowanie mówiąc: "On uderzył mnie tylko otwartą dłonią" lub "On żyje w tak wielkim stresie...".
Im ofiara więcej energii i środków zainwestuje w związek, w unikanie awantur, tym mocniej usprawiedliwia swą aktualną sytuację (zachowania swoje i oprawcy). Te "inwestycje" i ich usprawiedliwienia są składnikami bardzo silnej więzi, nawet gdy jest ona niezdrowa. Psychologowie sklasyfikowali "inwestycje" ofiary będące powodem pozostawania w toksycznym związku:
Zaangażowanie emocjonalne  - ofiara inwestuje zbyt wiele emocji, zbyt wiele płacze, zbyt wiele ma obaw przed zakończeniem związku,
Uzależnienie od opinii środowiska - ofiara obawia się utraty swego dobrego imienia w środowisku,
Odpowiedzialność za rodzinę - ofiara obawia się o wychowanie przyszłość dzieci w rozbitym związku,
Inwestycje finansowe - ofiara nie ma środków do życia gdyby chciała się usamodzielnić,
Styl życia - ofiara zgadza się ponosić upokorzenia kosztem utrzymania swego komfortowego stylu życia, zapewnianego przez oprawcę,
Intymność - Każdy związek pociąga za sobą ogromne inwestycje w intymność seksualną i emocjonalną. Ofiary obawiają się ujawnienia przez oprawcę intymnych szczegółów związku i upublicznienia ich prywatności.

Połączenie Syndromu Sztokholmskiego i Dysonansu Poznawczego
Połączone: syndrom sztokholmski i dysonans poznawczy, mocno wpływają na przekonania ofiary o związku. By przeżyć i nie zwariować, ofiara nie tylko akceptuje ale desperacko potrzebuje związku z oprawcą. Najczęściej, ofiara zaangażowała w taki związek wszystko co miała. Utrzymanie tego związku decyduje o poziomie poczucia własnej wartości, samoakceptacji i zdrowia psychicznego. Z tego też powodu ofiara czuje, że rodzina, przyjaciele i znajomi są zagrożeniem dla związku i dla jej istnienia (przetrwania). Im bardziej bliscy protestują przeciwko związkowi, tym ofiara ma większy dysonans poznawczy i tym bardziej broni ona tego związku. Takie działania prowadzą do tego, że teraz i bliscy stają się ofiarami oprawcy (gdyż działają na jego korzyść). Rodzina denerwuje się na ofiarę próbując ją namówić do opuszczenia związku. To wzmacnia w niej poczucie osamotnienia i przekonanie, że oprawca jest jedyną osobą która zapewni jej przeżycie. Oprawca może bezkarnie zrobić z ofiarą co zechce bo nie ma ona dokąd uciec.

Ofiara sama musi dojść do wniosku, że mimo wszystko chce opuścić związek. Wtedy jest jej potrzebne największe wsparcie od rodziny i bliskich! Nic więcej i aż tyle można zrobić we właściwym momencie. Gdy to nie nastąpi, proces uzależnienia od oprawcy będzie się pogłębiał ze zdwojoną siłą.

Rodzina i bliscy ofiary
Jeśli człowiek uwikłał się w związek zależności od oprawcy, jego relacje z rodziną i bliskimi stają się bolesne dla obu stron. Gdy zaczyna on zrywać kontakty oznacza to, że dostał alternatywę: związek albo rodzina. W takim przypadku należy pamiętać, że im bliscy wywierają większe naciski na ofiarę tym bardziej utwierdzają ją w przekonaniu o utrzymaniu związku. Najprawdopodobniej ofiara otrzymała sygnał od oprawcy, że jej otoczenie chce zrujnować piękny związek i "to wszystko ich wina", a każda forma nacisku ze strony otoczenia jest dowodem ich złych zamiarów i obraca się przeciwko nim.
Jedyną obroną i zarazem formą wpływu rodziny na taki toksyczny związek jest ustanowienie i przestrzeganie przewidywalnych i kulturowo akceptowalnych kontaktów. Takimi kontaktami mogą być wspólne weekendowe zakupy, święta i rocznice itp. Nieprzewidywalne odwiedziny uznane są za próby sterowania i kontroli nad związkiem oraz rodzą podejrzenia oprawcy i wzmagają jego aktywność. W czasie kontaktów z ofiarą nie wolno dyskutować na temat związku. Jedynym celem tych kontaktów powinno być ich podtrzymanie i utwierdzanie tym samym ofiary, że zawsze może liczyć na rodzinę i bliskich. To także pokazuje oprawcy, że ofiara nie jest bezsilna - ma rodzinę, na którą on nie ma "haka" (jeśli rodzina oczywiście stosuje się do tych zaleceń). Bliscy więc muszą zmniejszyć kontakty do minimum, by nie dać oprawcy argumentów do wymuszenia na ofierze zerwania kontaktów (nie zadawać pytań; podawać tylko informacje). W żadnym wypadku nie wolno wywierać presji!
Nie wolno też myśleć, że zachowanie ofiary świadczy o jej dezaprobacie wobec rodziny i bliskich, gdyż to zachowanie jest (jak wyżej wspomniałem) formą przetrwania w związku, z którego ofiara nie widzi ucieczki.
Ofiara może być bardzo nieprzyjemna w kontaktach i wyglądać na osobę znerwicowaną lub depresyjną. Może ona nawet dopuścić się obelg, rękoczynów, oskarżeń i gróźb wobec tych, których kocha. Są one formą ochrony samego siebie i uniknięcia za wszelką cenę kłopotów w związku.
By jej wyjść z pomocą, ofiara musi czuć, że nie jest odrzucana z powodu swego zachowania. Należy pamiętać, że ona walczy o to by nie być niszczona przez swego partnera. Warto więc w kontaktach z ofiarą mówić: "Wiesz, że jesteśmy z tobą niezależnie od decyzji jaką podejmiesz i nieważne kiedy to zrobisz". Na pewno takie słowa ofiara zapamięta i gdy będzie gotowa będą one dla niej deską, rzuconą na ratunek. Jeśli oprawca izoluje ofiarę od rodziny, można powyższy komunikat przesłać drogą pośrednią: na kartce świątecznej, przez znajomych. Nie wolno także podejmować żadnych nagłych i dramatycznych kroków gdyż oznaczają one dodatkowe kłopoty dla ofiary (patrz powyższe rozdziały), a bliski staje się dla ofiary kolejnym oprawcą!


Na koniec, zamiast podsumowania, warto dodać, że gdy ofiara opuści oprawcę, będzie potrzebowała opieki psychologicznej i wsparcia najbliższych, gdyż szukając nowego dla siebie partnera, będzie tak naprawdę poszukiwała kolejnego oprawcy.


Autor :  Tomasz Chochoł

 
Literatura Bogdan Wojciszke, Człowiek wśród ludzi, WN "Scholar", Warszawa 2002
Czasopismo: Prawo i Płeć, "Efekt przemocy w rodzinie", 1/2005
Frnk M.Ochberg, research: "Understanding the victims of spousal abuse", 11/1998
Informacje na stronie: http://counsellingresource.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz