24 stycznia 2012

Kilka zasad budowania dobrych związków!

Może myślisz, że udany związek to kwestia szczęścia. Trafienia na tego "Jedynego Wspaniałego Pana Właściwego". Nic bardziej mylnego. To my same budujemy swoje relacje. Wybieramy spośród setek tysięcy innych – tego, nie innego kandydata na swojego faceta, a potem zgadzamy się na takie, a nie inne traktowanie. Niewiele z nas miało to szczęście nauczyć się dbać o własne potrzeby w relacjach z facetami, wyrażać własne pragnienia i emocje. Dla wszystkich, które czują na swoich plecach zimny oddech matki-polki, oto mały niezbędnik o tym, jak zabierać się do budowania normalnych związków.

W naszym pięknym kraju nad Wisłą, mamy pewien zbiorowy problem. 

Kiedy zabieramy się do budowania związku, budzi się w nas, uśpiona do tej pory jak Obcy w ciele ofiary, matka – polka. Nagle, nie wiadomo z jakiej przyczyny, zaczynamy robić śniadanka i obiady kochanym misiom, mimo, że misiom nawet do głowy nie przyjdzie robienie tego dla nas. Rezygnujemy z imprezowania ze znajomymi, bo Michałek czy Adaś  tego nie lubi, chociaż on nie rezygnuje dla nas z oglądania meczów ze swoimi kolegami. Czujemy się winne i tłumaczymy się z kupna ukochanej torebki za własne, ciężko zarobione pieniądze, bo właśnie odkładamy z misiem pieniądze na zakup: aparatu fotograficznego, kamery, telewizora, samochodu, czy innego gadżetu, bez którego same byśmy się doskonale obeszły, ale Misio niestety nie. My rozumiemy, że on jest zmęczony po pracy, na zrozumienie z jego strony już rzadziej możemy liczyć. I nagle z naszego fantastycznie zapowiadającego się romansu, wpadamy w koszmar. 
Matka – polka brzęcząca w naszej głowie zawsze znajdzie coś na pocieszenie: no przecież nie pije (jeśli akurat zdradza), ale cię nie zdradza (jeśli pije), a zawsze i każdą może pocieszyć, że nie bije (bo przecież żyjesz).

1.   Żyj własnym życiem
Tak, wiem, to brzmi jak truizm, tyle razy to już na pewno słyszałaś, ale wierz mi, jeżeli szukasz na poważnie swojego "Pana Właściwego", zacznij od poświęcenia czasu samej sobie. Warto nauczyć się troszczyć o siebie. 
Kiedy sprawą nie podlegającą dyskusji będzie dla ciebie fakt, że jesteś osobą, która zasługuje w życiu, na to co najlepsze, łatwiej przyjdzie ci zadbanie o szacunek dla ciebie i twoich potrzeb w kolejnym związku. 
Trudniej będzie tobą manipulować. Zwiększasz swoje szansę na szybkie wycofanie się z nieuczciwej relacji i na rozwinięcie takiego związku, który rzeczywiście będzie odpowiadał twoim pragnieniom.

Dlatego już teraz zacznij codziennie zostawiać trochę czasu dla siebie. 

Rób każdego dnia coś co cię bawi, jest dla ciebie ważne, albo po prostu sprawia ci przyjemność. 
Wszystko jedno, czy to będzie jakiś sport, kurs fotograficzny, spacer, książka, kawa w ulubionej kafejce, wizyta u manicurzystki, wylegiwanie się w wannie czy też plucie i łapanie, przerywane gapieniem się w sufit. 
Rób to, co ci służy – bez wyrzutów sumienia.

Nie oczekuj, że jakiś facetem stanie się sensem twojego istnienia. 

Już dziś i każdego kolejnego dnia sama nadawaj treść swojemu życiu. 
Będzie z tym lepiej i ciekawiej żyło się i tobie i wszystkim twoim partnerom.

2.   Nie agituj
Nie wydzwaniaj do niego, nie bądź dostępna w każdym terminie, który on zaproponuje (wiem, boisz się, że więcej nie zadzwoni, jeżeli zaczniesz kręcić z terminami, ale wierz mi, jeżeli mu zależy znajdzie inny wolny wieczór, a jeżeli nie – to po co ci on?). Bądź serdeczna i zainteresowana, ale „trochę zabiegana”: a to spotkanie ze starymi przyjaciółmi, a to zajęcia podyplomowe, pływanie z instruktorem: „Więc może czwartek albo piątek zamiast wtorku?”.

3.   Poczekaj, aż on zrobi coś miłego dla ciebie
Chcesz mieć normalny związek – zachowuj się normalnie. 
Nie usługuj, nie nadskakuj, nie wyręczaj. Śniadanko podawane do łóżka, może na początku związku wydawać ci się romantycznym gestem, ale wierz mi, bokiem ci wyjdzie, jeśli przyzwyczaisz kochanego misia do tego, że takie śniadanko, albo jeszcze i obiadek „mu się należy”. 
Macie dwie ręce i dwie nogi, tak samo i po równo. Jeżeli ty jemu śniadanko, to on tobie obiad czy kolację.

Nie „wyrywaj” się z miłymi gestami. I tak na pewno jesteś w tym lepsza od niego. Jeszcze będziesz miała czas tego dowieść. 

Spróbuj więc odpuścić sobie zabawę w odgadywanie jego potrzeb i pragnień. Jak będzie czegoś bardzo chciał, sam ci powie. 
Teraz poczekaj aż on zrobi coś miłego dla ciebie i wtedy rewanżuj się równie sympatyczną niespodzianką. 
Po prostu bądźcie dla siebie wzajemnie dobrzy. Wiele kobiet popełnia ten błąd: wydaje im się, iż dostosowując się do partnera zapewniają trwałość związkowi. 
Degradacja do roli służącej w związku nie ma nic wspólnego z jakością ani długością trwania relacji. Za to bardzo dużo z poczuciem bezsilności, osamotnienia i frustracji u kobiet.

4.   Bądź jego „skrzydłowym”
Jeśli zajdzie taka potrzeba, śmiej się głośno z dowcipów jego szefa i pomagaj zabłysnąć w  na ważnym dla twojego faceta spotkaniu. Wspieraj go. Oczywiście, on robi to samo dla ciebie.

5.   Nie daj sobie wciskać kitu
To ważne. Mądre kobiety nigdy nie akceptują złych zachowań. Faceci (i nie tylko) szanują kobiety w stosunku, do których nie mogą sobie pozwolić „na wszystko”. Jeżeli partner wie, że za podłe zachowanie w stosunku do ciebie grozi mu odsunięcie na boczny tor, będzie bardziej cię szanował i rzadziej będzie miał ochotę na takie wyskoki.

Jeżeli czujesz się zraniona czy zawiedziona masz prawo kląć, krzyczeć, tupać, tłuc naczynia albo odwrócić się na pięcie i odejść na zawsze. To nie egoizm, czy agresja. To obrona samej siebie.
Chore jest trzymanie fasonu i bycie miłą, kiedy ktoś zachowuje się w stosunku do ciebie nie fair.

Jak większości kobiet, pewnie wbijano ci do głowy, że pokora i gotowość do poświęceń to metody poprawiania jakości małżeństwa. Spójrz na relacje matki z twoim ojcem. Masz ochotę na powtórkę? Nie mam więcej pytań.

6.   Wybieraj dobrych facetów
Na pierwszy rzut oka brzmi to mało odkrywczo, bo przecież całe życie nic innego nie robisz, jak tylko rozglądasz się za porządnym facetem. Ale czy do tej pory zaczynając się z kimś spotykać rzeczywiście zastanawiałaś się, czy jest szczery i czy można na nim polegać?
Przyjrzyj mu się uważnie i zastanów, czy traktuje cię uczciwie, np. kiedy mówi, że będzie w danym miejscu, powinien tam być. Nie kręci, nie kombinuje, oferuje pomoc, kiedy masz problem, nie zostawia cię samej, kiedy jesteś chora. Twoja opinia jest dla niego ważna, twoje poglądy interesujące. Spotykacie się, kiedy to jest możliwe, a nie tylko wtedy, kiedy on ma ochotę i jemu pasuje.
Poznał cię ze swoimi znajomymi.

7.   Odróżniaj przeprosiny od łapówki
W najlepszym związku zdarzają się spięcia. Tak bywa.
Jeżeli jednak partner sprawił ci przykrość, masz prawo oczekiwać przeprosin. Nie muszą przyjmować wyszukanej formy, powinny być natomiast szczere. Szczere, czyli wyrażające zrozumienie dla faktu, że poczułaś się zraniona i zawierające mocną obietnicę, że takie zachowanie więcej się nie powtórzy.

Popełniasz błąd, uznając bukiet kwiatów za przeprosiny, podczas gdy twój partner traktuje go jako zadośćuczynienie unieważniające jego postępek. Wynagradza cię w ten sposób za znoszenie w milczeniu jego zachowania, a to kiepski interes. 


Joanna Keszka..-http://barbarella.pl/

23 stycznia 2012

Czarny Łabędź czyli ....

Miałam w nocy przedziwny sen o dziewczynie, która zamieniła się w łabędzia. Lecz jej książę zakochał się w innej i dziewczyna odebrała sobie życie… 
Taniec ... dobra i zła .......

 
„Black Swan” to historia o balecie.......a  centrum tej opowieści jest  Nina- perfekcyjna baletnica, która ma szansę na zagranie ważnej roli w przedstawieniu pt. „Jezioro Łabędzie”. 


 Łabędź w kulturze europejskiej jest symbolem śmierci i życia, seksualności, boskiej mocy i nieśmiertelności, a także hermafrodytyzmu. W starożytnej Grecji łabędź poświęcony był bogu słońca, Apollu. Białe łabędzie ze względu na kolor upierzenia  stały się uosobieniem niewinności oraz wiedzy.  Natomiast ich siostry bliźniaczki, czarne łabędzie symbolizowały siły nieczyste oraz żądzę. Czarny łabędź stanowi przeciwieństwo łabędzia białego, podobnie jak czarne słońce jest odwrotnością słońca świecącego za dnia. Podobnie jak biały kruk, czarny łabędź to stworzenie unikatowe, wyróżniające się, lecz nie zawsze w pozytywny sposób. Pojawienie się we śnie czarnego łabędzia zwiastuje kłopoty. Tymczasem biały łabędź jest synonimem doskonałości…Te dwie natury, dobra i zła, współistnieją obok siebie, tak jak biały i czarny łabędź. Co się stanie, gdy połączymy je razem? Czy mogą istnieć jednocześnie? Takiego eksperymentu zdaje się próbować Darren Aronofsky w „Czarnym Łabędziu”, filmie inspirowanym klasycznym baletem Czajkowskiego „Jezioro Łabędzie”. 

Dwie przestrzenie
Świat wykreowany w filmie „Czarny Łabędź” jest przeniesieniem motywu łabędzi w przestrzeń scenograficzną.  Czerń i biel to kolory łabędzi, w takich barwach utrzymane zostały filmowe pomieszczenia. Motyw łabędzia pojawia się na kafelkach łazienki Niny (scena w wannie), nawet telefon głównej bohaterki dzwoni melodią znaną z baletu Czajkowskiego.

Bohaterka filmu, Nina żyje w dwóch światach – iluzji i rzeczywistości. Nie istnieje nic poza domem, trasą do niego, oraz ciemną salą prób. Dom to świat niewinności, dzieciństwa. Pokój dziewczyny jest oklejony różową tapetą, w oknach pełnią straż pluszowe zabawki, a wśród nich wielki zając oraz miś. Do snu usypia Ninę pozytywka z tańczącą baletnicą nakręcaną troskliwą ręką matki. To przestrzeń Białego Łabędzia. Jednocześnie pokój bohaterki symbolizuje jej dziewiczość, zatrzymanie się na etapie dzieciństwa, kiedy dorosłość puka do drzwi. Poszukując swojej mrocznej, zmysłowej strony, swojego Czarnego Łabędzia, Nina pozbywa się maskotek wrzucając je do zsypu, jakby w pragnieniu zabicia tej części siebie, która nie pozwala jej na pójście dalej, w świat dorosłości.  Ciekawą postacią jest postać matki Niny, niespełnionej artystki, która poświęciła swoje życie córce - przypomina to obsesję. Matka Niny jest strażnikiem jej niewinności. Wydzwania do niej kilkakrotnie w ciągu dnia, zadaje ciągłe pytania, troszczy się o córkę w przesadny sposób. Pragnie wdzięczności za poświęcenie własnej kariery, jest nieszczęśliwa, pragnie kontrolować życie utalentowanej córki, nie odstępując jej na krok. Scena, w której dziewczyna odpycha rodzicielkę, by uciec z zamkniętego pokoju, jest metaforą ucieczki ze świata dzieciństwa, w którym została, być może z własnej woli, zamknięta.



Podwójna  natura
Biały  Łabędź to postać delikatna i niewinna, jak się okazuje, łatwa do zagrania. Baletnice w kostiumach białych łabędzi są wdzięczne, zwiewne, delikatne, obsypane lśniącymi kryształkami. Czarny Łabędź symbolizuje mroczną stronę ludzkiej natury. To żądza i zazdrość, erotyczna zmysłowość, których Nina nie potrafi z siebie wydobyć. I w tym procesie pomocny okazuje się być Thomas, nauczyciel baletnicy. Uczy ją w jaki sposób ma się przemienić z Białego łabędzia w Czarnego, przejść z niewinności do mrocznej zmysłowości, a jednocześnie uwodzi. Postać Thomasa staje się pomostem między Niną a emocjami, które ma w sobie odkryć. Zarówno on, jak i nowo poznana baletnica, Lily, w odbiorze bohaterki jawią się jako nieznana erotyczna siła, którą ją przeraża. Widać to dokładnie w scenie, w której Nina ma wizję Lily i  Thomasa z dziką twarzą, uprawiających namiętny seks. 


Na początku filmu Nina ma ranę na plecach, którą ukrywa przed innymi. Kłopotliwe są też krwawiące ręce, doprowadzające baletnicę do szaleństwa. Na początku można podejrzewać, że dziewczyna cierpi na jakąś chorobę, która zaatakowała jej ciało. Z wypowiedzi jej matki, że te przypadłości miały miejsce już wcześniej.  Jednakże wkrótce u dziewczyny pojawiają się znamiona choroby umysłowej. To nie jej ciało jest chore, tylko umysł. Nina drapie swoje plecy aż do krwi, być może na tle nerwowym. Te zachowania nasilają się w miarę angażowanie się baletnicy w naukę wymarzonej roli, oraz zwiększającą się presją i frustracją wynikającą z niemożności obudzenia w sobie pasji Czarnego Łabędzia.

 
Autor: Sylwia Włodyga -http://stacjakultura.pl/4,22,18370,Narodziny_Czarnego_Labedzia,image.html



Recenzja filmu

Darren Aronofsky  z ogromną perfekcją, ale i również charyzmą ukazuje procesy jakie się po kolei nakładają na siebie w głowie Niny. Pojedynczymi ujęciami i zbliżeniami reżyser buduje tajemniczą, zagadkową  i nieco mroczną atmosferę. Bohaterka zatraca się w tworzeniu ideału dla własnej siebie. Można powiedzieć, że trafia w sidła obłędu. To spowodowane jest też osobą nowopoznanej baletnicy- Lily. Nina boi się, że koleżanka swoim podejściem do życia i sposobem pracy będzie chciała wykorzystać jej naiwność oraz sama zagrać Łabędzia w prestiżowym przedstawieniu.  Obawy bohaterki być może biorą się też z tego, że Lily przypomina jej własne odbicie, co jest prawdopodobne i sensowne. Obsesja Niny w stosunku do koleżanki z jednej strony przybiera postać głęboko ukrytego pożądania, które daje się uzewnętrznić kiedy bohaterka jest pod wpływem alkoholu, a z drugiej strony jest to dający o sobie poznać lęk przed utratą roli, wręcz przeraźliwy strach. Aronofsky bardzo dokładnie buduje perfekcjonizm Niny, jej poświęcenie oraz zaangażowanie w tworzenie kreacji idealnego Łabędzia. Bardzo dużą rolę odgrywają w „Czarnym Łabędziu” pojedyncze zbliżenia- czy to na twarz bohaterki czy to na poszczególne części jej ciała- podkreślają one stopień jej poświęcenia. Aronofsky również szokuje widza swoimi rozwiązaniami, osiąga to głównie dzięki znakomitemu aktorstwu Natalie Portman, której bohaterka zatraca się, przestaje rozróżniać fantazje od rzeczywistości, sama się psychicznie degraduje, a swoje ciało poddaje torturom (nieświadomie). Bardzo duże wrażenie zrobił na mnie sposób w jaki reżyser przedstawił proces, podczas którego Nina stopniowo zamienia się w „łabędzia”. Trudno stwierdzić, czy bez Portman wszystkie te zabiegi zostałyby aż tak skutecznie osiągnięte i przedstawione, bo trzeba przyznać, że to aktorka jest najmocniejszą stroną „Czarnego Łabędzia”.  Natalie całkowicie weszła w postać Niny, poczuła ją i to pozwoliło jej tak doskonale odegrać jej skomplikowaną osobowość.


 Reżyser doskonale poradził sobie więc z połączeniem kilku bardzo ważnych, ale też trudnych motywów. Przedstawił doskonale ograny już motyw obłędu, który w jego filmie nabrał odmiennego, mocniejszego  w połączeniu z innymi, znaczenia. Ten obłęd przybiera więc różne formy oraz pojawia się w różnych scenach (wspomniałem chociażby o scenach w metrze, resztę do rozszyfrowania pozostawiam Wam). Doskonale sprawdził się również motyw zatracenia w rzeczywistości czy nawet utraty osobowości (nie chcę używać słów- rozdwojenie jaźni, bo to byłoby zbyt proste i stereotypowe). Aronofsky delikatnie podkreślił również motyw matki jako czynnika ograniczającego dorosłą kobietę. W „Czarnym Łabędziu” możemy też obserwować swego rodzaju metamorfozę ciała, z jednej strony umartwianego i poddawanego torturom, ale i także pokusom z drugiej. Niekiedy można zaobserwować w filmie również motyw koszmaru nocnego. Efektem takiego zgrabnego połączenia różnych, wyżej wymienionych, tematów plus rola życia Natalie Portman skutkuje jednym z najbardziej szokujących zakończeń filmowych tego roku. Przedstawienie „Jeziora Łabędziego” swoją drogą zostało znakomicie wyreżyserowane, a na jego tle najlepiej wypada zewnętrzna przemiana Niny i jej sceniczne spełnienie jako efekt wszystkich poprzednich zabiegów.


W kwestiach technicznych- „Czarny Łabędź” został znakomicie zmontowany, również dobrze spisali się spece od scenografii. Clint Mansell stworzył kolejną już niezapomnianą ścieżkę dźwiękową. Aronofsky natomiast znakomicie połączył detale oraz skromne ujęcia skupiające się na szczegółach z wręcz epickimi scenami, a ze swoich postaci wydobył pełen wachlarz emocji. Gwiazdą ekranu niepodzielnie była jednak Natalie Portman, która w moim mniemaniu zagrała rolę życia. W kreacjach drugoplanowych dobre tło dla bohaterki stanowili również Vincent Cassel oraz Mila Kunis, która stanowiła z Portman zgrany duet. Na zakończenie- „Czarny Łabędź” szokuje i przeraża jednocześnie, jest bardzo ciężkim ładunkiem psychologicznym, który odznacza piętno na długi czas po finale filmu. Obraz ten jest też pełen nawiązań zarówno do wcześniejszych produkcji Aronofsky’ego jak i do różnych motywów związanych z psychologią człowieka. Obsesja, ideał, zatracenie, desperacja, poświęcenie, zguba- to wszystko zobaczycie w nowym dziele twórcy „Zapaśnika”. Jeżeli więc zachwycaliście się „Incepcją”, którą w gruncie rzeczy była tworem typowo rozrywkowym, to „Czarny Łabędź” powinien okazać się w Waszym mniemaniu filmem dojrzalszym.
Recenzja autorstwa: Juliusza Żebrowskiego http://stacjakultura.pl/4,21,18121,Czarny_Labedz_recenzja_filmu,artykul.html



 Tytuł oryginalny: Black Swan
Produkcja: USA
Rok wydania: 2011r.
Dystrybutor: Imperial- Cinepix
Reżyseria: Darren Aronofsky
Scenariusz: Mark Heyman, John J. McLaughlin
Zdjęcia: Matthew Libatique
Muzyka: Clint Mansell
Obsada: Natalie Portman, Mila Kunis, Vincent Cassel
Gatunek: Thriller, Dramat, Psychologiczny
Czas trwania: 105 min.



Film absolutnie genialny! Perfekcyjnie ukazana głębia psychologiczna osoby zmagającej się z chorymi ambicjami, dążeniem do przesadnej perfekcji... Jestem pod ogromnym wrażeniem "Czarnego łabędzia" i czuję, ze jeszcze przez długi czas będę otrząsać się z emocji, jakie przeżyłam oglądając go. Z całym szacunkiem, ale wg mnie, ludzie, którzy twierdzą, ze ten film był nudny, po prostu nie do końca go zrozumieli...Najfajniejsze jest to, że za każdym razem można odkryć w filmie coś nowego, jakiś ważny albo przegapiony szczegół. Mi się już udało obejrzeć go dwukrotnie i za drugim razem mój odbiór był pełniejszy, zwłaszcza relacje bohaterki z matką ....

Portman wystąpiła w 90% scen, prawie nie korzystała z dublerki.
Podczas treningów uszkodziła żebro. „To był dość poważny uraz i goiłam go niemal przez połowę zdjęć. Nie narzekałam, bo myślałam o tym, że profesjonalni tancerze po prostu zaciskają zęby i tańczą.” – mówi aktorka.
Mimo bólu i zmęczenia,  aktorka ceni zdobyte doświadczenie. „To była jedna z najtrudniejszych rzeczy, jakie w życiu dokonałam. Balet jest równie wyczerpujące, jak dyscypliny sportowe. Kiedy człowiek zaczyna dostrzegać efekty swojej pracy zapomina o zmęczeniu i odczuwa dumę. Dobry tancerz to taki, po którym nie widać jak wiele trudu wkłada w taniec.”  
Poprzeczka była wysoko postawiona i Natalie świetnie się spisała.


Oscar    Najlepsza aktorka pierwszoplanowa Natalie Portman
Złoty Glob   
Najlepsza aktorka w dramacie Natalie Portman   

 Uwielbiam ten film !!!

A tutaj .....
 Svetlana Zakharova  - jako Czarny Łabędź ....


Nie jestem doskonała!
Beth, przechodząca na emeryturę primabalerina, jest w oczach Niny wzorem do naśladowania. Pragnie być tak doskonała jak ona. Po ataku furii upadającej gwiazdy baletu, dziewczyna wchodzi do jej garderoby i zabiera ze sobą drobiazgi należące do Beth: szminkę, perfumy, pilniczek. Szminki używa idąc walczyć o role. Te przedmioty są jak osobiste totemy, mają jej przynieść szczęście i sukces na scenie. Z namaszczeniem przechowuje te drobiazgi w woreczku i rozkłada jej w garderobie należącej wcześniej do swojej scenicznej idolki. Potrzebuje rekwizytów, aby się zmienić. Kiedy tłumaczy się Beth z kradzieży jej własności, mówi: „chciałam być doskonała, tak jak ty”, na co otrzymuje odpowiedź: „Nie jestem doskonała”. Starsza primabalerina nie chce pogodzić się z tym, że zastąpi ją ktoś inny. Dlatego niszczy garderobę, upija się alkoholem na przyjęciu pożegnalnym. Kiedy obraża Ninę w pijackim potoku słów, widać, że wcześniej płakała. Finalnie staje się ofiarą wypadku samochodowego – a może sama weszła pod koła? Postać Beth pojawia się tylko kilka razy na ekranie, ale za każdym razem są to momenty znaczące, ukazujące mroczną i szaloną stronę jej charakteru, którą tak cenił jej trener, Thomas. Nina odwiedza starszą koleżankę w szpitalu kilkakrotnie, za każdym razem ucieka, nie mogąc znieść jej widoku. Mimo to łączy je jakaś nić porozumienia, bo młoda baletnica jest zafascynowana starszą. Chce jej zrozumienia. Tak jak ona „wygryzła” Beth z roli Królowej Łabędzi, tak teraz sama lęka się o to, że może ktoś ją zastąpić. Droga obsesyjnej ambicji wiedzie do destrukcji, ale rozumie to tylko Beth.

Zatańczysz dla mnie Czarnego Łabędzia?
Nina tańcząc jest spięta, nie potrafi się poddać emocjom, muzyce, ruchowi  własnego ciała, którego wydaje się nie znać. W swym pragnieniu doskonałości nie dopuszcza do siebie pierwiastka szaleństwa, tego dionizyjskiego żywiołu.  Dziewczyna musi porzucić kostium niewinności i zatracić się w świecie Czarnego łabędzia – aby go w sobie odnaleźć, musi się nim STAĆ.  I nie chodzi tu bynajmniej o strój i makijaż, tylko o przeistoczenie w tego pięknego ptaka.  Baletnica wspina się po drabinie emocji, szaleństwa, zazdrości. W ataku furii agresywnie odpycha matką, która nie rozumie jej zachowania, nerwy sięgają apogeum. Nina jednocześnie obserwuje przemiany, zachodzące tak naprawdę w jej umyśle – czarne pióra wyrastające na podrapanych do krwi plecach, błonę między palcami nóg. Boi się tych zmian, a jednocześnie poddaje się im. Ciało zdaje się poddawać jej umysłowi. To jedyny sposób na zagranie trudnej roli.

Przemiana dokonuje się w ważnym momencie.  Nina staje się Czarnym Łabędziem, ma szalone, czerwone oczy, jak u tego ptaka,  pierzaste skrzydła zamiast rąk. Odziewa ją czarna sukienka baletnicy, misterna korona zdobi jej głowę, twarz przykrywa siateczka, jak u żałobnicy lub femme fatale. Uwodzi, przeraża, zachwyca. Na parę chwil zaczyna żyć naprawdę, jest pełna mocy, uwalniając się z przebrania niewinnego, Białego łabędzia.

Sobowtór i krzywe zwierciadło
Ważny w filmie jest motyw lustra, a właściwie krzywego zwierciadła, które jest odbiciem lęków. Bohaterka widzi w niej siebie, jest przerażona, zaczyna mylić własny wizerunek z Lily, na punkcie której zaczyna mieć obsesję. Znacząca jest scena, w której Nina jest przekonana o morderstwie swojej koleżanki. Lily jest niczym mroczny pierwiastek Niny, uosobienie lęków przed stratą roli, zazdrość, seksualność. Niszcząc ją, tak naprawdę niszczy siebie, by w blasku sceny osiągnąć szczyt i stracić wszystko w pozornym świecie doskonałości.

W „Jeziorze Łabędzim” Czajkowskiego, księżniczka Odetta zostaje przemieniona przez złego czarnoksiężnika w łabędzia i może ocalić ją tylko miłość ukochanego. Nina z filmu Aronofsky′ego z człowieka przeistacza się symbolicznie i mentalnie  w Czarnego Łabędzia, ulega obsesji doskonałości, za co płaci najwyższą cenę. Kiedy już wie, że to koniec, płacze nad sobą, lecz trwa to tylko chwilę, ważniejsza jest rola, którą tańczy będąc u kresu sił. Zatraca się w iluzji, pochłania ją całkowicie. Ona już nie istnieje.  
Jest doskonałością, która nie ma racji bytu w realnym świecie, dlatego jest skazana na klęskę.
 

15 stycznia 2012

Kilka ciekawych cytatów z literatury ...



„(…) - Szefie, nie znam wszystkich naszych struktur, ale jeśli w rządzie nie istnieje żaden departament odpowiedzialny za cudy, proponuję, aby taki departament stworzyć.
- Znakomity pomysł – odparł Szef z entuzjazmem. (…)”
(Gonado M. Tavares, Panowie z dzielnicy, przełożył M. Lipszyc)

„(…) Prawo przestało być jeszcze jednym opisem świata, ponieważ zaczęło go zastępować. Państwo totalitarne to wcale nie takie, w którym nie ma prawa, tylko takie, w którym są same przepisy i kodeksy, natomiast brakuje pytań «dlaczego» (…)”
(C. Franz, Pustynia, przełożyła T. Tomczyńska)

„(…) W naszym kochanym kraju, gdzie nigdy się nie umiera, gdzie ciało jest mocne jak z żelaza, mamy pewną maksymę, bardzo głęboką maksymę: «Żyj, a będą cię nienawidzić, umrzyj, a będą cię oplakiwać». (…) Nagle okazuje się, że mężczyźni mają wszelkie zalety, a kobiety wszelkie cnoty. Opłakuje się tę cudowną istotę, którą byłeś. (…)”

(Ornela Vorpsi, Kraj, gdzie nigdy się nie umiera, przełożyła J. Ugniewska)

„(...) Chociaż czasami wszystko to jest niezwykle skomplikowane, wchodzi się w system równoległości, symetrii, a może wtedy właśni, dlatego właśnie zdarzają się momenty, zdania, zdarzenia, które utrwalają się w pamięci raz na zawsze, właściwie bez jej udziału (bez mojej w każdym razie) skoro zapomniałem aż tyle o wiele ważniejszych rzeczy (...)”
(Julio Cortazar, Pisząc opowiadanie, przełożyła Z. Chądzyńska) 

„(...) Ponieważ niektóre doświadczenia są niebezpieczne, zadajemy sobie pytanie, czy rany zabliźniają się tylko wtedy, kiedy będziemy się poczuwać do winy za to, co je spowodowało. Bo doświadczenia dobre, o zbawiennym działaniu, wzbudzają w nas nadzieję, że to dobro się powtórzy, ze zawsze będzie coś więcej (...)”
(Carlos Fuentes, W to wierzę, przełożyła Z. Wasitowa)

„(...) Wierzysz, że czas zawsze posuwa się naprzód, że wszystko jest czasem przyszłym. Pragniesz tej przyszłości; nie wyobrażasz się bez niej, nie chcesz dać żadnej szansy nam, którym jest potrzebne by czas się ulatniał i wracał po swych śladach, aż spotka się z uprzywilejowaną chwilą miłości i tutaj, tylko tutaj, zatrzyma się na zawsze (...)”
(Carlos Fuentes, Terra nostra, przełożyła M. Kaniowa)

(…) Czym jest miłość? Miłość to poświęcenie. Miłość to przyczyna sama w sobie. Miłość to zrozumienie. Miłość to muzyka. Miłość i szlachetne serce to jedno. Miłość to poezja smutku. Miłość to spoglądanie w lustro kruchej duszy. Miłość mija. Miłość to niemówienie nigdy, że się żałuje. Miłość to stawianie się kryształem. Miłość to dawanie. Miłość to dzielenie się gumą do żucia. Z miłością nigdy nic nie wiadomo. Miłość to puste słowo. Miłość to połączenie z Bogiem. Miłość to cierpienie. Miłość to spotkanie twarzą w twarz z aniołem. Miłość to łzy. Miłość to czekanie na telefon. Miłość to cały świat. Miłość to trzymanie się w kinie za ręce. Miłość to upojenie. Miłość to potwór. Miłość to ślepota. Miłość to słuchanie głosu serca. Miłość to święta cisza. O miłości śpiewa się piosenki. Miłość dobrze robi na cerę. (…)

(Orhan Pamuk, Nowe życie, przełożyła Anna Polat)

11 stycznia 2012

PAmięTAJ ..... !....




Gdyby nuta powiedziała: jedna nuta nie czyni muzyki . . . nie byłoby symfonii
Gdyby słowo powiedziało: jedno słowo nie tworzy stronicy . . . nie byłoby książki
Gdyby cegła powiedziała: jedna cegła nie tworzy muru . . . nie byłoby domu
Gdyby kropla wody powiedziała: jedna kropla nie może utworzyć rzeki . . . nie byłoby oceanu
Gdyby ziarno zboża powiedziało: jedno ziarno nie może obsiać pola . . . nie byłoby żniwa
Gdyby człowiek powiedział: jeden gest miłości nie ocali ludzkości
. . . nie byłoby nigdy na ziemi sprawiedliwości i pokoju, godności i szczęścia.

Jak symfonia potrzebuje każdej nuty
Jak książka potrzebuje każdego słowa
Jak dom potrzebuje każdej cegły
Jak ocean potrzebuje każdej kropli wody
Jak żniwo potrzebuje każdego ziarna zboża
tak cała ludzkość potrzebuje Ciebie,
tam, gdzie jesteś jedyny a wiec niezastąpiony.

Dlaczego jeszcze się ociągasz ?

10 stycznia 2012

Cudowny Świat Metafor .....

Metafora (gr. μεταφορά), inaczej przenośnia – językowy środek stylistyczny, w którym obce znaczeniowo wyrazy są ze sobą składniowo zestawione, tworząc związek frazeologiczny o innym znaczeniu niż dosłowny sens wyrazów, np. "od ust sobie odejmę", "podzielę się z wami wiadomością" lub "złote serce.

Metafory i analogie, poprzez zestawienie razem różnych kontekstów, prowadzą do powstawania nowych sposobów patrzenia. Prawie wszystko to, co wiemy, łącznie z poważną nauką, opiera się na metaforze. I dlatego nasza wiedza nie jest absolutna – profesor Joseph Weizenbaum (wg. Wikipedii )
Metafora jest to przeniesienie nazwy jednej rzeczy na inną: z rodzaju na gatunek, z gatunku na rodzaj, z jednego gatunku na inny, lub też przeniesienie nazwy z jakiejś rzeczy na inną na zasadzie analogii.   
wg. Arystotelesa- Poetyka,





Doskonały liść 
Do mistrza przyszedł z pretensjami uczeń. 
Według niego nauczyciel jest zbyt liberalny w egzekwowaniu zdobywanej wiedzy. Nie używa kija, nie strofuje za błędy, nie wymaga postępów. A młody człowiek pragnie by doskonały i oświecony – i to szybko. Potrzebuje intensywniejszej nauki. 
Mistrz ze zrozumieniem kiwnął głową i powiedział, że w takim razie postara się intensywniej prowadzi młodzieńca do doskonałości. 
I poprosił go, by najpierw poszedł do lasu i przyniósł jeden “doskonały” liść.
Legenda głosi, że uczeń nie wrócił do dzisiaj – przez cały czas szuka.


Wspólne działania mają większe korzyści

Pewnego dnia Rabbi rozmawiał z Panem o Niebie i Piekle.
- Pokażę Ci piekło - powiedział Pan i zaprowadził rabbiego do pokoju, w którym stał wielki, okrągły stół. Siedzący wokół stołu ludzie byli zrozpaczeni i bliscy śmierci głodowej.Na środku stołu stał ogromny kocioł z gulaszem, który pachniał tak wspaniale, że rabbiemu pociekła ślinka. Każda z osób siedzących przy stole trzymała łyżkę z bardzo długa rączką. Chociaż długie łyżki sięgały akurat do kotła, ich rączki były dłuższe niż ramiona biesiadników – w rezultacie nikt nie mógł sięgnąć łyżką do ust i wszyscy byli głodni. Rabbi widział jak bardzo cierpieli.
- Teraz pokażę Ci Niebo – powiedział Pan i weszli do innego pokoju, dokładnie takiego samego jak ten pierwszy. Był tam identyczny wielki, okrągły stół i identyczny kocioł z gulaszem. Ludzie, tak jak poprzednio, mieli takie same łyżki z długimi rączkami – ale tutaj wszyscy byli najedzeni, pulchni, śmiali się i rozmawiali. Rabbi nie mógł tego zrozumieć.
- To proste, ale wymaga pewnej umiejętności - powiedział Pan. – W tym pokoju oni nauczyli się karmić siebie nawzajem.

Nadzieja nic nie kosztuje…

Leżało dwóch mężczyzn w szpitalu. W jednym pokoju.  
Jeden z nich miał łóżko skierowane na okno, przez które mógł zobaczyć co się dzieje na zewnątrz. Drugi z nich niestety nie mógł tego widzieć. Mógł leżeć tylko w swoim łóżku i patrzeć w górę. Ten pierwszy opowiadał mu co się dzieje na zewnątrz szpitala. I tak mówił mu, jak pięknie tam jest, piękne drzewa, jezioro, bawiące się dzieci. Każdego dnia opowiadał mu o tych pięknych rzeczach.  
Pewnej nocy mężczyzna leżący przy oknie zaczął się dusić i nie mógł dosięgnąć przycisku za pomocą, którego wezwałby pielęgniarkę. 
Ten drugi to słysząc też nie przycisnął, chciał dostać jego łóżko i widzieć te wszystkie piękne rzeczy i krajobrazy. Z rana faktycznie dostał to łóżko, lecz gdy spojrzał za okno zobaczył tylko mur. Zapytał więc, gdzie jest to jezioro, te drzewa, te dzieci, o których mu sąsiad opowiadał. 
A pielęgniarka odpowiedziała mu tylko:
“Nadzieja nic nie kosztuje, proszę Pana”

Szukam człowieka
 

Był kiedyś filozof, który za dnia chodził z palącą się latarnią w ręku. Pewnego dnia przybył do wioski, w której nie było prądu. Kiedy szedł przez nią z lampą w ręku, ktoś powiedział
- Proszę pana, jest dzień, słońce świeci, dlaczego chodzi pan z zapaloną lampą w ręku?

Filozof odpowiedział – Szukam człowieka.
- Co? Szukasz człowieka? – zapytał mieszkaniec wioski. Filozof powtórzył – Tak, szukam człowieka. Kim jesteś?
- Jestem lekarzem – odpowiedział wieśniak.
- Rozumiem, jesteś lekarzem, nie człowiekiem - zauważył filozof. Zaczął pytać innych mieszkańców.
- Kim jesteś?
- Jestem cieślą – ktoś odpowiedział.
- Dziękuję. A ty, kim jesteś?
- Jestem panią domu. A ktoś inny – Jestem uczniem i idę do szkoły.  

- Kim ty jesteś?  
- Jestem tancerką, jestem artystą, prawnikiem, lekarzem, urzędnikiem, duchownym, policjantem. Jestem władzą, bogaczem, wszechwiedzącym itd.
Wszyscy odpowiadali podając swój zawód, swoją rolę, czyli… swoją maskę, grę? Nikt nie powiedział, że jest istotą ludzką. Człowiekiem. A człowiek jest istotą duchową. Nie pamiętamy tego? Czy może o tym nie wiemy? Czy wiemy, kim jesteśmy naprawdę? Jak to jest w naszym realnym życiu?

Głos stworzenia

Ojciec z synkiem byli na spacerze w górach. W pewnej chwili chłopiec potknął się i upadł krzycząc:
- AAhhhhhh!!!
Ku swemu zdziwieniu, usłyszał głos w górach, który odpowiedział:
- AAAhhhhhhhhhhh!!!
Zdziwiony krzyknął:
- Kim jesteś!?
Otrzymał odpowiedź:
- KIM JESTEŚ?
Rozzłoszczony krzyknął
- Tchórz!
Odpowiedz brzmiała:
TCHÓRZ !
Spojrzał na swojego ojca pytając:
- O co tu chodzi tato?
Ojciec śmiał się mówiąc:
- Posłuchaj uważnie – sam głośno krzyknął:
- Podziwiam Cię! – a głos odpowiedział:
“PODZIWIAM CIE!”
Znowu krzyknął:
- Jesteś najlepszy! – A głos odpowiedział: “Jesteś najlepszy!”
Zaskoczony malec nic nie rozumiał. Wtedy to ojciec wyjaśnił:
- Ludzie nazywają to ECHEM, lecz tak naprawdę to GŁOS STWORZENIA. Odpowiada Ci zawsze tym, co mówisz lub z siebie dajesz.
Twoje życie jest po prostu odbiciem Twoich słów i czynów i zawsze otrzymujesz zwielokrotnione wynagrodzenie. Jeśli pragniesz otrzymać więcej miłości, daj ja wpierw!
Jeśli pragniesz poprawić jakość swojego życia, zmień je.
Życie zapłaci Ci zawsze tym, co w nie sam wniosłeś.

Szczęśliwa kobieta

Pewna kobieta kupiła sobie dom.
Dom był cudowny i piękny, ale miał jedną wadę - do jednego z pokoi nie dochodziło słońce.
Dostęp ten był utrudniony przez wielki mur, który był tuż za oknem owego pokoju. 
Kobieta była bardzo szczęśliwą osobą, ale gdy tylko wchodziła czy też choćby podchodziła do tego pokoju od razu traciła humor.
Robiła się nieszczęśliwa, przygnębiona, gdy zaś opuszczała owe miejsce lub też oddalała się od niego ponownie stawała się szczęśliwa i beztroska. 
Pewnego dnia powiedziała, że nie ma zamiaru więcej żyć w domu gdzie jest miejsce, w którym tak bardzo czuje się nieszczęśliwa.
Postanowiła więc wziąć młotek i zburzyć mur.
Gdy tylko to zrobiła słońce pojawiło się w pokoju, a kobieta przebywając w nim czy też obok niego czuła się tak samo szczęśliwie jak wszędzie.

Woda i umysł

Mistrz przechadzał się pewnego popołudnia po lesie ze swoim uczniem.
Poprosił go, żeby przyniósł mu wodę ze strumyka, który minęli parę kilometrów wcześniej. 
Uczeń wrócił po pewnym czasie i oznajmił, że nie mógł przynieść wody, ponieważ strumyk nie był tak klarowny jak wtedy, gdy tamtędy przechodzili . Był czymś okropnie zmętniony.
Budda nalegał, aby wrócił i przyniósł mu z niego wodę.
Po pewnym czasie uczeń wrócił z wodą i padł do jego stóp dziękując za przesłanie, które dopiero co zrozumiał.
Gdy tak siedział wystarczająco długo i czekał aż osad opadnie na dno strumienia pojął, że jest to metafora do naszego umysłu, który miewa od czasu do czasu taki mętlik, gdy o czymś myślimy. 
Dopiero wtedy, kiedy potrafimy odpowiednio się wyciszyć, zamęt opada i pojawia się krystalicznie czysta idea.

Sokrates i uczeń

Pewnego dnia, zachowujący się dumnie i lekceważąco młody człowiek przychodzi do filozofa i, uśmiechając się z wyższością, mówi – O wielki Sokratesie, przyszedłem do ciebie po wiedzę
Sokrates przejrzał na tego płytkiego i próżnego młodego człowieka, poprowadził go na brzeg morza i wszedł z nim po pas do wody. Potem poprosił – Powiedz mi jeszcze raz, czego pragniesz?. Wiedzy – odrzekł z uśmiechem młody człowiek.

Sokrates złapał go za ramiona, wepchnął pod wodę i przytrzymał tam przez trzydzieści sekund. A teraz czego pragniesz?.
Mądrości, wielki Sokratesie – zacharczał młody człowiek.
Filozof wepchnął go ponownie pod wodę. Kiedy go puścił, zapytał znowu – Czego pragniesz?.
Wiedzy, o mądry i… – udało się wykrztusić młodzieńcowi, zanim Sokrates przytrzymał go znowu pod wodą, tym razem jeszcze dłużej.
Czego pragniesz? -  zapytał stary człowiek, pozwalając mu się wynurzyć. Młody człowiek kaszlał i z trudem łapał oddech.

Powietrza! – wrzasnął. – Potrzebuję powietrza!

Kiedy będziesz pragnął wiedzy tak bardzo, jak właśnie pragniesz powietrza, wtedy otrzymasz tę wiedzę – oświadczył stary człowiek i wrócił na brzeg.

Czarne nieznane drzwi

Na Dzikim Zachodzie żył pewien sędzia.
Miał on dziwny zwyczaj.
Każdemu kryminaliście, którego skazywał na powieszenie, dawał wybór: szubienica albo czarne, nieznane drzwi.  
Kiedy nadchodził czas egzekucji, sędzia ów zawsze kierował do skazanego takie słowa: “Co wybierasz – szubienicę czy czarne, nieznane drzwi?”
Prawie każdy, któremu to proponował wybierał sznur.  
Pewnego dnia szeryf zapytał: “Dlaczego wszyscy wybierają powieszenie, zamiast tych czarnych drzwi?”.
Sędzia odpowiedział: “Oni zawsze wybierają coś znanego, wolą to od nieznanego.  
Ludzie boją się czegoś, czego nie znają.
Ja dałem im wybór”.
“Co takiego jest za tymi drzwiami?” – zapytał się szeryf.
“Wolność” – odpowiedział sędzia – “ale bardzo mało ludzi jest dostatecznie odważna, aby wybrać drogę do nieznanego”.


Osiołek w studni

Było to dawno, dawno temu, daleko stąd, na pewnej farmie. Któregoś dnia osioł farmera wpadł do głębokiej studni. Zwierze miało dużo szczęścia, bo przeżyło upadek bez jednego zadrapania. Studnia jednak była głęboka, a mężczyzna nie wiedział jak ma wydostać osiołka. Gdy farmer zastanawiał się, co zrobić, zwierzę żałośnie ryczało godzinami. Farmer zebrał najmądrzejszych ludzi z wioski i zapytał ich: Co robić?”.
Mędrcy nie znaleźli sposobu wydobycia osiołka, a ponieważ w studni było mało wody, a osiołek był już stary, polecili mężczyźnie zasypać studnię.W pierwszej chwili mężczyźnie trudno było pogodzić się ze stratą osiołka, ale skoro nie ma innego rozwiązania, to trudno, tak musi być.Mężczyzna wziął łopatę i zaczął zasypywać studnię. Gdy wrzucił dużą ilość ziemi, pomyślał, że już zasypał osiołka;
Gdy pochylił się nad studnią o mało nie wpadł do niej z wrażenia. Zobaczył, że osiołek jest cały na dnie i wesoło sobie tupie kopytkami.
Pomyślał ;
Jak to możliwe? Tyle ziemi wsypałem do studni, a jego całego ciągle widać. Czyżby cud?”.
Wrzucając kolejną łopatę ziemi zajrzał do studni. Zobaczył jak ziemia spada na grzbiet osiołka. Ten strząsa ją z siebie. Ziemia spada na dno, a osiołek ją udeptuje i jest kilka milimetrów wyżej. Wrzucił drugą łopatę. Osiołek strzepał ziemię z grzbietu, udeptał ją nogami i znów był kilka milimetrów wyżej.
Kilkadziesiąt łopat później, osiołek był już na wyciągnięcie ręki, a mężczyzna mógł go pogłaskać. Chwilę później osiołek z radością wyskoczył ze studni, a mężczyzna cieszył się, że udało mu się ocalić osiołka.
Pytanie: Kto uratował osiołka? Mężczyzna?
Nie.
Osiołek sam się uratował, bo wiedział, że życie będzie zasypywać go śmieciami i problemami. Sposób, aby wydostać się z dołka, to otrząsnąć się i zrobić krok w górę. Każdy z naszych kłopotów to jeden stopień ku wolności…
Jeśli słyszysz, że nie ma rozwiązania, to oznacza to, że rozwiązanie jest, tylko jeszcze nikt go nie wymyślił. Musisz zrobić to sam.

Banknot

Dobrze znany mówca rozpoczął seminarium trzymając w ręku dwudziestodolarowy banknot. Do dwustu osób na sali skierował pytanie:
- Kto chciałby dostać ten banknot?
Ludzie zaczęli podnosić ręce. Spiker powiedział:
- Mam zamiar dać ten banknot jednemu z was, ale najpierw pozwólcie, że coś zrobię… – i zaczął miąć banknot. Pokazał zgnieciony banknot i zapytał:
- Kto w dalszym ciągu to chce?
Ręce znowu się podniosły…
– A gdybym zrobił to? – zapytał mówca…. i rzucił banknot na ziemię. Podeptał go butami i podniósł – był pomięty i brudny….
- A teraz kto chce te pieniądze?
Ręce podniosły się po raz trzeci!!!
- Moi przyjaciele odebraliście bardzo cenną lekcję. Nie ma znaczenia, co zrobiłem z tym banknotem, ciągle chcieliście go dostać, ponieważ nie zmniejszyłem jego wartości. To jest wciąż warte 20 $!!!

Przypowieść o kwiatach


Dawno temu do królewskiego pałacu przybył człowiek z dwoma pięknymi bukietami kwiatów. Wielu mędrców i urzędników przebywało na królewskim dworze. Człowiek powiedział do króla, “Wasza wysokość, te dwa bukiety, pomimo, że wyglądają podobnie, nie są takie same; jeden jest z prawdziwych kwiatów, a drugi jest ze sztucznych. Czy ktoś tutaj może odróżnić, który jest prawdziwy, a który sztuczny?”
Wszyscy obecni sądzili, że było to proste pytanie. Uważali, że na pewno, gdy dotkną kwiatów, będą wiedzieli, który jest prawdziwy, a który sztuczny. Wszyscy podeszli, aby popatrzeć na bukiety, dotykali ich, czuli ich woń, ale nie potrafili odróżnić prawdziwego od sztucznego.
Nawet król był zaskoczony, że jeden był naturalnym bukietem, a drugi imitacją, ponieważ nie widział różnicy. Był jeden inteligentny człowiek, który wymyślił sposób, aby je odróżnić. Postawił bukiety przy oknie i po chwili bzykając wleciała do środka pszczoła. Podleciała do pierwszego bukietu, ale na nim nie usiadła; potem podleciała do drugiego z nich i na nim się zatrzymała. Nikt inny tego nie zauważył. Człowiek powiedział: “Wasza wysokość, znalazłem rozwiązanie. To są prawdziwe kwiaty, a to są sztuczne.”
Król był zaskoczony. Spojrzał na kwiaciarza i zapytał: czy to była prawda.
Kwiaciarz odpowiedział, “Tak wasza wysokość, on ma rację.” Będąc istotami ludzkimi, wszyscy jesteśmy kwiatami w ogrodzie Boga. Każdy musi zadać sobie pytanie, czy jesteśmy prawdziwymi kwiatami, czy nie. Na zewnątrz możemy wyglądać na pięknych, ale co jest wewnątrz nas?
Co leży w środku i za wieloma rodzajami ubrań, masek, które nosimy?


Metafora to umiejętnie dobrane obrazowe porównanie, przenośnia.
Metafory nas otaczają, towarzyszą nam przez całe życie, pomagając zrozumieć siebie i coraz bardziej skomplikowany świat.
Słowo „metafora” odnosi się do opowiadania, żartu, przypowieści, anegdoty, bajki, gdzie poprzez wyobrażenie odwołuje się bezpośrednio lub pośrednio do obrazu z życia.
Metafory niosą zrozumienie, są skuteczniejsze niż zwykły opis, ponieważ dzięki symbolice w nich zawartych, wywołują szybsze napięcie emocjonalne.
Interesująca historia, dobrze opowiedziana, potrafi poruszyć wyobraźnię i zainspirować nas do nowych działań.
Co ciekawe, możliwości interpretacji metafory są wieloznaczne, dzięki czemu możemy dopasować ją do obrazów i sytuacji w codzienności i życiu każdego z nas.
Konstruowanie metafor jest aktem twórczym, ponieważ wymaga tworzenia nowego znaczenia.
Zrozumienie metafor może być potężnym narzędziem do formowania kreatywnych myśli, innego spojrzenia na świat i życie!

Metafora jest mi bliska poprzez opowiadanie i czytanie ...... jak również obserwacje codziennych sytuacji i..........


 Metafory- Katarzyna Starula

9 stycznia 2012

Life !!!


Świat który kocham...świat najcudowniejszej muzyki ......





cudowne !!!!


Dziękuję Marcinie  ...... :)

 

 
Nie osiągalne :(

 
 
 

 

 

6 stycznia 2012

Wolność ......

Gdy widzisz ptaka w locie jak wolny jest
Jak płynie sobie aż po nieba kres
Wiedz niebo bywa pełne wichrów i burz
A z lotu ptaka już nie widać róż
Bo wolność to nie cel lecz szansa by
Spełnić najpiękniejsze sny marzenia
Wolność to ta najjaśniejsza z gwiazd
Promyk słońca w gęsty las, nadzieja

Wolność to skrzypce, z których dźwięków cud
Potrafi wyczarować mistrza trud
Lecz kiedy zagra na nich słaby gracz
To słychać będzie tylko pisk, zgrzyt, płacz
A wolność to wśród mądrych ludzi żyć
Widzieć dobroć w oczach ich i szczęście
Wolność to wśród życia gór i chmur
Poprzez każdy bór i mur znać przejście

Wolność lśni wśród gałęzi wielkich drzew,
Które pną się w słońce każda w swoją stronę
Wolność brzmi jak radosny ludzi śpiew,
Którzy wolność swą zdobyli na obronę
Zwycięstwa mądrości, prawdy i miłości,
Spokoju, szczęścia, zdrowia i godności
Wolność to diament do oszlifowania
A zabłyśnie blaskiem nie do opisania

Wolność to także i odporność serc,
By na złą drogę nie próbować zejść
Bo są i tacy, którzy wolności cud
Potrafią wmieszać w swoich sprawek brud
A wolność to królestwo dobrych słów,
Mądrych myśli, pięknych snów
To wiara w ludzi
Wolność - ją wymyślił dla nas Bóg,
Aby człowiek wreszcie mógł
W niebie się zbudzić
 Marek Grechuta -

5 stycznia 2012

Szczęśliwa kobieta

Jestem kobietą szczęśliwą.
Rano wstaję razem z moim mężem i gdy on goli się w łazience, przygotowuję mu pożywne kanapki do pracy.
 Potem, gdy całuje mnie w czoło i wychodzi, budzę naszą piątkę dzieciaczków, jedno po drugim, robię im zdrowe śniadanie i głaszcząc po główkach żegnam w progu, gdy idą do szkoły.
     Zaczynam sprzątanie. Odkurzam, podlewam kwiatki, nucąc wesołe piosenki.
Piorę skarpetki i gatki mojego męża w najlepszym proszku, na który stać nas dzięki pracy mojego męża, i rozwieszam je na sznurku na balkonie.
    W międzyczasie dzwoni często mamusia mojego męża i pyta o zdrowie swojego dziubdziusia.
Teściowa jest kobietą pobożną i katoliczką, znalazłyśmy wiec wspólny punkt widzenia. Po miłej rozmowie, jeśli już skończyłam pranie i sprzątanie, które dają mi tyle radości i poczucie spełnienia się w obowiązkach, idę do kuchni i przygotowuję smaczny obiad dla naszego pracującego męża i ojca, który jest podporą naszej rodziny i dla naszych pięciu pociech. 
Kiedy już garnki wesoło pyrkoczą na gazie, a mieszkanie jest czyste, pozwalam sobie na chwilę relaksu przy płycie z Ojcem Świętym i robię na drutach sweterki i śpioszki dla naszej szóstej pociechy, która jest już w drodze, a którą Pan Bóg pobłogosławił nas mimo przestrzeganego kalendarzyka, co jest jawnym znakiem Jego woli.

    Nie włączam telewizji, ponieważ płynący z niej jad i  bezeceństwo mogłyby zatruć wspaniałą atmosferę naszej katolickiej rodziny..

    Czasami haftuję tak, jak nauczyłam się z kolorowego pisma dla katolickich pań domu, albowiem kobieta nie umiejąca haftować nie może się w pełni spełnić życiowo. Kiedy moje dzieci wracają ze szkoły radośnie świergocząc, wysłuchuję z uśmiechem, czego dziś nauczyły się w szkole.

    Opowiadają mi o lekcjach przygotowania do życia w rodzinie, których udziela im bardzo miła pani z przykościelnego kółka różańcowego.
Córeczki proszą, abym nauczyła je szyć, ponieważ chcą być prawdziwymi kobietami, nie zaś wynaturzonymi grzesznicami z okładek magazynów, chłopcy natomiast szepczą na ucho, że na pewno nigdy nie popełnią tego strasznego grzechu, który polega na dotykaniu samych siebie, ani nie będą oglądać zdjęć podsuniętych przez samego szatana. Karcę ich lekko za wspominanie o rzeczach obrzydliwych, lecz jestem szczęśliwa, że wczesne ostrzeżenie uchroni moich dzielnych chłopców przed zboczeniem i abominacją.

    Mój maż wraca z pracy po południu. Witamy go wszyscy w progu, po czym myje on ręce i zasiada do posiłku, a ja podsuwam mu najlepsze kąski, aby zachował siłę do pracy. 
Potem mój mąż włącza telewizor i zasiada przed nim w poszukiwaniu relaksu, a ja zmywam talerze i garnki i zabieram jego skarpetki do cerowania, słuchając z uśmiechem odgłosów meczu sportowego w telewizji.
Wieczorem kąpię nasze pociechy i kładę je spać.

    Kiedy wykąpiemy się wszyscy, mój mąż szybko spełnia swój obowiązek małżeński, ja zaś przeczekuję to w milczeniu, ze spokojem i godnością prawdziwej katoliczki, modląc się w myśli o zbawienie tych nieszczęsnych istot, które urodziły się kobietami, ale którym lubieżność szatana rzuciła się na mózgi, które w obowiązku szukają wstrętnych i grzesznych przyjemności. 

    Zasypiam po długiej modlitwie i tak mija kolejny szczęśliwy dzień mojego życia. 



 A teraz pytanie .... - co to .... jest ?

 Odpowiedź:

 Fragment książki  ---
 "Przygotowanie do życia w rodzinie" -  autor Maria Ryś - podręcznik dla gimnazjum i szkoły ponadgimnazjalnej o miłości, małżeństwie i rodzinie - zaaprobowany przez MEN i opłacony z Twoich podatków.
Cena detaliczna 20zł

...... i co Ty na to ???

A bo to takie nie jest proste .... życie ...



Życie w innym świecie

W brzuchu ciężarnej kobiety były bliźniaki. Pierwszy zapytał się drugiego:
- Wierzysz w życie po porodzie?
- Jasne. Coś musi tam być. Mnie się wydaje, że my właśnie po to tu jesteśmy, żeby się przygotować na to co będzie potem.
- Głupoty, żadnego życia po porodzie nie ma. Jak by to miało wyglądać?
- No nie wiem, ale będzie więcej światła. Może będziemy biegać, a jeść buzią ...
- No to przecież nie ma sensu! Biegać się nie da! A kto widział żeby jeść ustami!
- No ja nie wiem, ale zobaczymy mamę a ona się będzie o nas troszczyć.
- Mama? Ty wierzysz w mamę? Kto to według Ciebie w ogóle jest?
- No przecież jest wszędzie wokół nas... Dzięki niej żyjemy. Bez niej by nas nie było.
- Nie wierzę, żadnej mamy jeszcze nie widziałem czyli jej nie ma...
- No jak to? Przecież jak jesteśmy cicho, możesz posłuchać jak śpiewa, albo poczuć jak głaszcze nasz świat, bo wiesz..., ja myślę, że prawdziwe życie zaczyna się później. 
 
 Gdyby Bóg podarował mi odrobinę życia

Jeśliby Bóg zapomniał przez chwilę, że jestem marionetką i podarował mi odrobinę życia, wykorzystałbym ten czas najlepiej jak potrafię.
Prawdopodobnie nie powiedziałbym wszystkiego, o czym myślę, ale na pewno przemyślałbym wszystko, co powiedziałem.
Oceniałbym rzeczy nie ze względu na ich wartość, ale na ich znaczenie.
Spałbym mało, śniłbym więcej, wiem, że w każdej minucie z zamkniętymi oczami tracimy 60 sekund światła. Szedłbym, kiedy inni się zatrzymują, budziłbym się, kiedy inni śpią.
Gdyby Bóg podarował mi odrobinę życia, ubrałbym się prosto, rzuciłbym się ku słońcu, odkrywając nie tylko me ciało, ale moją duszę.
Przekonywałbym ludzi, jak bardzo są w błędzie myśląc, że nie warto się zakochać na starość. Nie wiedzą bowiem, że starzeją się właśnie dlatego, iż unikają miłości!
Dziecku przyprawiłbym skrzydła, ale zabrałbym mu je, gdy tylko nauczy się latać samodzielnie.
Osobom w podeszłym wieku powiedziałbym, że śmierć nie przychodzi wraz ze starością lecz z zapomnieniem (opuszczeniem).
Tylu rzeczy nauczyłem się od was, ludzi... Nauczyłem się, że wszyscy chcą żyć na wierzchołku góry, zapominając, że prawdziwe szczęście kryje się w samym sposobie wspinania się na górę.
Nauczyłem się, że kiedy nowo narodzone dziecko chwyta swoją maleńką dłonią, po raz pierwszy, palec swego ojca, trzyma się go już zawsze.
Nauczyłem się, że człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł.
Jest tyle rzeczy, których mogłem się od was nauczyć, ale w rzeczywistości na niewiele się one przydadzą, gdyż, kiedy mnie włożą do trumny, nie będę już żył.

Mów zawsze, co czujesz, i czyń, co myślisz.
Gdybym wiedział, że dzisiaj po raz ostatni zobaczę cię śpiącego, objąłbym cię mocno i modliłbym się do Pana, by pozwolił mi być twoim aniołem stróżem.
Gdybym wiedział, że są to ostatnie minuty, kiedy cię widzę, powiedziałbym "kocham cię", a nie zakładałbym głupio, że przecież o tym wiesz.
Zawsze jest jakieś jutro i życie daje nam możliwość zrobienia dobrego uczynku, ale jeśli się mylę, i dzisiaj jest wszystkim, co mi pozostaje, chciałbym ci powiedzieć jak bardzo cię kocham i że nigdy cię nie zapomnę.
Jutro nie jest zagwarantowane nikomu, ani młodemu, ani staremu. Być może, że dzisiaj patrzysz po raz ostatni na tych, których kochasz. Dlatego nie zwlekaj, uczyń to dzisiaj, bo jeśli się okaże, że nie doczekasz jutra, będziesz żałował dnia, w którym zabrakło ci czasu na jeden uśmiech, na jeden pocałunek, że byłeś zbyt zajęty, by przekazać im ostatnie życzenie.
Bądź zawsze blisko tych, których kochasz, mów im głośno, jak bardzo ich potrzebujesz, jak ich kochasz i bądź dla nich dobry, miej czas, aby im powiedzieć "jak mi przykro", "przepraszam", "proszę", "dziękuję" i wszystkie inne słowa miłości, jakie tylko znasz.
Nikt cię nie będzie pamiętał za twoje myśli sekretne. Proś więc Pana o siłę i mądrość, abyś mógł je wyrazić. Okaż swym przyjaciołom i bliskim, jak bardzo są ci potrzebni.  
Gabriel Garcia Marquez,

To śmieszne
To śmieszne, jak śmiesznym jest dla ludzi wyrzucić Boga, a potem dziwić się dlaczego świat zmierza do piekła. To śmieszne, jak bardzo wierzymy w to, co jest napisane w gazetach, a poddajemy w wątpliwość to, co mówi Biblia.
To śmieszne, jak bardzo każdy chce iść do nieba, pod warunkiem, że nie będzie musiał wierzyć, myśleć, mówić ani też czynić czegokolwiek, o czym mówi Biblia.
To śmieszne, jak ktoś może powiedzieć: "wierzę w Boga" - i nadal iść za szatanem który tak a propos również "wierzy", że jest Bóg.
To śmieszne, jak możesz wysłać tyle "dowcipów" przez e-mail, które rozprzestrzeniają się jak nieokiełznany ogień, ale kiedy zaczynasz przesyłać rzeczy dotyczące Pana Jezusa ludzie dwa razy zastanawiają się, czy podzielić się nimi.
To śmieszne, jak wiadomości sprośne, bezwstydne, pikantne i wulgarne swobodnie przenoszą się w cyberprzestrzeni, lecz publiczna dyskusja o Bogu w szkole i w miejscu pracy jest tłumiona.
To śmieszne, jak ktoś może być zapalony do Chrystusa w niedzielę, a przez resztę tygodnia jest niewidzialnym chrześcijaninem.
śmiejesz się?
To śmieszne, że kiedy przeczytasz tę wiadomość, nie pokażesz jej zbyt wielu osobom, ponieważ nie jesteś pewny, w co wierzą lub co pomyślą o Tobie, kiedy im to wyślesz. Czy myślisz?
Przekaż to dalej, jeżeli uważasz, że warto. Jeśli nie, to wyrzuć.... Nikt się o tym nie dowie.
Lecz jeśli to wyrzucisz, nie stój z boku i nie narzekaj na fatalny stan tego świata!