20 lutego 2013

Drzewo Życzeń


Stało pośród szemrzącego kręgu kamieni.
Zbierało myśli i marzenia ziemskich istot.
Mrugało niebieskością oczu wszechwidzących.
Tonęło w chmurach ludzkich poczynań.
Spoglądało ku świetlistym drogowskazom zmian…
Nagle
pojawiło się Dobro… Dziecko. Awatar użytkownika
Bez lęku podeszło, by dotknąć nieznanego.
W odpowiedzi
zapłakało Drzewo łzami szczęścia.
Jakże ono pragnęło dotyku czystego w intencji.
W przekazie synkowi
uśmiechnęła się mama w drzewie zaklęta,
myślami głaszcząc go po główce, śpiewała.
Każde dziecko to istota cudowna
o czystym umyśle i duszy.
Pamiętaj o tym za każdym razem,
gdy spoglądasz mu w oczy.
Zwracając się do dziecka, każdego bez wyjątku,
twoje myśli i słowa niech będą wypowiadane z miłością.
Daj dziecku to co w tobie najlepsze, najpiękniejsze i mądre.

(Z tomiku "Dychotomia Mojej Kobiecej Natury") - Skalny Kwiat - http://www.skalnykwiat.ujm.pl/

Dziękuję za ten  wiersz  Kasiu.....

19 lutego 2013

Dziecko się rodzi


I
Głodne uszy toną w radościach,
jakich nie znał Bach ani jeden -
bo jest szum na super-wysokościach,
jakby z nieba nr 7.
ale jeszcze wyżej: nad tym szumem,
nad tym niebem świecącym modro,
nad wieżami i kopułami,
twoich oczu najwyższa mądrość.
II
Czego tknę: lichtarza czy drzewa,
wszystko mówi: – Jak instrument gram. -
Jest dźwięczniejsza niż „Boska Komedia”,
jest piękniejsza niż paryska Notre-Dame
ta noc jak morze muzyki,
ta noc o złotych ramionach,
ta noc pod oknami kliniki,
ta noc, gdy rodziła moja żona.
III
U sufitu tyle skrzypiec! Wielki Boże,
skąd skrzypce pod moją strzechę?
Nie śpię. I śpiewam. I jest mi tak dobrze,
jakbym był pozłacanym orzechem.
Ciekawe: dziewczyna czy chłopiec?
powiedzcie, skrzypce czterostrunne!
Wstanę, pójdę. Z radości się utopię.
Bo przecież i tak nie umrę.
IV
Księżyc z nieba jak wańka-wstańka,
a tu dzikie wino przez mur -
i pędzą chmury – i z cygańska
podzwania uprząż chmur;
ech wy, chmury, zady bijące
ogniem w gwarliwość rzeczki -
chmury dzwoniące, chmury jak koncert,
dzwoneczki dla córeczki.
V
Cytuję kolegę Rimbauda,
cytowanie to rzecz niezdrożna:
J’ai tendu des guirlandes de fenetre
a fenetre
des chaînes d’or de l’étoile
a l’étoile
et je danse.
Lepiej nie można
VI
O, dajcie mi te małe skrzypce,
może na skrzypcach wygram
wiatr i pochyłą ulicę,
i noc, co taka niezwykła.
Uwzględnijcie mizerne granie,
a nie bijcie, gdy wezmę źle
jaki ton na strunie baraniej,
na G, D, A czy E.
Na moście stoję. Przez liście
światło na smyk się sypie.
Słuchajcie: to córka nuci
w czarodziejskim pudełku skrzypiec:
„baba” i „tata”, i „mama”,
i „bobo” – i nagle krzyk -
o, skrzypko zwariowana!
o, zwariowany smyk!
VII
Wiatr podkręca wąsy dorożkarzom,
dorożkarze śmieją się przez sen,
a latarnie gazowe marzą,
o czym marzą? a czy ja wiem.
Na szyldzie przez wiatr pogiętym,
dzierżąc w mordzie jajko na twardo,
pochrapuje łeb świni, ścięty
toporami spiętymi kokardą;
a w bok od skośnego daszka,
niepotrzebna i nostalgiczna,
jedna jedyna gwiazdka,
sierotka astronomiczna.
VIII
eech, muzyka, muzyka, muzyka,
spod smyka zielony kurz,
lecą gwiazdy zielone spod zmyka,
damy karo, bukiety róż.
Ulica jak kwinta napięta,
z latarniami wzdłuż, cieniami wszerz -
i radość na firmamentach
spadająca w usta jak deszcz
Dach śpiewa. Dom śpiewa. Kot wstaje
i na młynku do kawy gra.
A płomyk przed świętym Mikołajem
jak szczerozłota łza.
IX
Księżyc stanął przy drugim piętrze,
taki młody, taki zaręczynowy
i w srebrzystym powietrzu dźwięczy
przed twą szybą, w pobliżu twej głowy.
Wiem: w tej chwili twe loki kare
rozsypały się jak winogrona -
i ty również, patrząc na zegarek,
myślisz: chłopczyk, czy dziewczynka wytęskniona?
Na obrączkę patrzysz: W niej są blaski
jak latarnie, co wiodą do celu.
I wspominasz wietrzny most warszawski
i mój czarny, komiczny kapelusz -
i te pocałunki, oczywiście -
i spacery, spacery do rana -
i znów piszę jak w pierwszym liście:
„Chwała ci, dziewczyno ukochana!”
A tu burza kwiatów na parapecie
z czerwonych goździków strzela
I pomyśleć, że to pierwszy kwiecień!
I pomyśleć, że to niedziela.
X
Słońce wschodzi, głaszcze powietrze.
Dziecko się rodzi. Szumi deszcz.
Kwiat otwiera oczy w ogrodzie.
Zorza wieże złotem okleja.
Ptak ptaka strofuje w gnieździe.
Gwiazda dzień dobry mówi gwieździe
Dziecko się rodzi.
Dziecko się rodzi.
Nasze dziecko się rodzi.
Nadzieja.

   Konstanty Ildefons Gałczyński 
1948

18 lutego 2013

Dzięki za miłość ...

  

http://media.kunst-fuer-alle.de/img/15/m/15_ap265~willem-haenraets_tango-argentino-i.jpghttp://media.kunst-fuer-alle.de/img/15/m/15_ap266~tango-argentino-ii.jpg
Mam na imię...
Miło mi...
Udajemy że
Znamy się od kilku chwil
Milczę... nie bój się
Nie uwierzysz... tak to ja...
Gdy zerkam w twoją twarz
Nie potrafię znaleźć siebie tam
Nie pozostał po mnie żaden ślad

Dzięki za wszystko coś mi dał
Dzięki za ten ból
Dzięki że to już skończone
Dzięki że minąłeś we mnie już

Ciągle za mną
Oddech twój
Ciągle czuję cię
Znikam w tłumie
Znów twój śmiech
Ktoś zatrzasnął drzwi

http://24.media.tumblr.com/41eaa9c3d0330d568d3b4805a3cd7298/tumblr_mftd5zvxdY1rt723ro1_1280.jpg Nagle sami - ja i ty
Przeklęte de ja vu
Zabłądziły gdzieś
Głupie dłonie me
Ale usta... one nie śpią więc...

Nie... dzięki... za wszystko coś mi dał
Dzięki za ten ból
Przeszły dawno i skończony
Dzięki ...
Wierz mi
Gdziekolwiek jeszcze jest
Miłość - znajdę ją
Klęczysz
Z głową pochyloną
Idę
I bez lęku mijam cię...

Dzięki za wszystko coś mi dał
Dzięki za ten ból
Szepty krzyki i dotknięcia
Iskry
Wierz mi (wierz mi że)
Gdziekolwiek jeszcze jest
Miłość (miłość) - znajdę ją
Wierz mi (wierz mi że)
Niechby mnie dopadła
Nowa - jeśli boli -
to co?

niech boli
to co?
niech boli
to co? 

Katarzyna Groniec

  Obrazy mistrza Willema  Haenraetsa

 

Sob uma estrela pequenina ....

Pod jedną gwiazdką


Przepraszam przypadek, że nazywam go koniecznością.
Przepraszam koniecznośc, jeśli jednak się mylę.
Niech się nie gniewa szczęście, że biorę je jak swoje.
Niech mi zapomną umarli, że ledwie tlą się w pamięci.
Przepraszam czas za mnogość przeoczonego świata na sekundę.
Przepraszam dawną miłość, że nową uważam za pierwszą.
Wybaczcie mi, daleki wojny, że noszę kwiaty do domu.
Wybaczcie, otwarte rany, że kłuję się w palec.
Przepraszam wołających z otchłani za płytę z menuetem.
Przepraszam ludzi na dworcach za sen o piatej rano.
Daruj, szczuta nadziejo, że śmieję się czasem.
Darujcie mi, pustynie, że z łyżką wody nie biegnę.
I ty, jastrzębiu, od lat ten sam, w tej samej klatce,
zapatrzony bez ruchu zawsze w ten sam punkt,
odpuść mi, nawet gdybyś był ptakiem wypchanym.
Przepraszam ścięte drzewo za cztery nogi stołowe.
Przepraszam wielkie pytania za małe odpowiedzi.
Prawdo, nie zwracaj na mnie zbyt bacznej uwagi.
Powago, okaż mi wspaniałomyślność.
Ścierp, tajemnico bytu, że nie mogę być wszędzie.
Przepraszam wszystkich, że nie mogę być każdym i każdą.
Wiem, że póki żyję, nic mnie nie usprawiedliwia,
ponieważ sama sobie stoję na przeszkodzie.
Nie miej mi za złe, mowo, że pożyczam patetycznych słów,
a potem trudu dokładam, żeby wydały się lekkie.

  http://enquantopalavra.files.wordpress.com/2012/01/wislawa-szymborska.jpg?w=510
 Wisława Szymborska 

12 lutego 2013

Dla przyjaciół

Kiedy was nie ma to jakby nagle
Zabrakło w moim życiu muzyki
Kiedy Was nie ma to czas mnie straszy
Że przeminę, że będę chwilą
Kiedy was nie ma to jakby niebo
Miało się rozstać na zawsze ze słońcem
Kiedy Was nie ma dosyć mam wszystkiego
I pragnę stąd na zawsze odejść

Moi przyjaciele
Moi przyjaciele
Moi przyjaciele bądźcie zawsze ze mną

Moi przyjaciele
Moi przyjaciele
Z wami wiem, że wszystko mogę
Że wystarczy tylko chcieć

Jak mam wyśpiewać, jak mam dziękować
Jak wytłumaczyć, że bez was mnie nie ma
Przytulam do was moją miłość
I wdzięczność mą w modlitwę zamieniam

Milion aniołków narysuję
I wszystkie razem postrącam z nieba
Dom na górze wybuduję
I zagram klauna kiedy trzeba

Moi Przyjaciele




Wiersz: Agata Budzyńska

23 stycznia 2013

Miłość jak słońce

 

Miłość jak słońce: ogrzewa świat cały
I swoim blaskiem ożywia różanym,
W głębiach przepaści, w rozpadlinach skały
Dozwala kwiatom rozkwitnąć wiośnianym
I wyprowadza z martwych głazów łona
Coraz to nowe na przyszłość nasiona.

Miłość jak słońce: barwy uroczemi
Wszystko dokoła cudownie powleka;
Żywe piękności wydobywa z ziemi,
Z serca natury i z serca człowieka
I szary, mglisty widnokrąg istnienia
W przędzę z purpury i złota zamienia.

Miłość jak słońce: wywołuje burze,
Które grom niosą w ciemnościach spowity,
I tęczę pieśni wiesza na łez chmurze,
Gdy rozpłakana wzlatuje w błękity,
I znów z obłoków wyziera pogodnie,
Gdy burza we łzach zgasi swe pochodnie,

Miłość jak słońce: choć zajdzie w pomroce,
Jeszcze z blaskami srebrnego miesiąca
Powraca smutne rozpromieniać noce
I przez ciemność przedziera się drżąca,
Pełna tęsknoty cichej i żałoby,
By wieńczyć śpiące ruiny i groby.


 Adam Asnyk 
 

Fotografia  -  Marina Stenko

18 stycznia 2013

10 szokujących przypadków medycznych

Absolwenci  medycyny z przynajmniej kilkuletnim stażem w zawodzie często zyskują wizerunek twardzieli, którzy wszystko widzieli i których nie rusza nic. Są jednak przypadki, wobec których najwięksi rutyniarze nie są w stanie przejść obojętnie. Nawet najbardziej opasłe publikacje, po które sięgają lekarze, nie są bowiem w stanie przewidzieć wszystkiego.

Oto katalog medycznych osobliwości, otwartych i nierozwiązanych tajemnic, skomplikowanych i fascynujących, na których temat można napisać wiele książek i artykułów.
Niestety, wielu lekarzy uznaje, że te tajemnice pozostaną nierozwiązane. 
Te niezwykłe przypadki uświadamiają nam jak wiele jeszcze trzeba się nauczyć o tym, o czym myśleliśmy, że tak dobrze znamy: o ludzkim ciele.
Lista  10 najciekawszych medycznych szokujących historii, 
które są tak urzekające jak i niewiarygodne.

 

10. Polski kolejarz budzi się z 19-letniej śpiączki

Polski pracownik kolejowy Jan Grzebski, doznał poważnych obrażeń głowy podczas montażu wagonów. Został przewieziony do szpitala, ale lekarze odkryli, że oprócz obrażeń spowodowanych wypadkiem związanych z pracą, Jan Grzebski cierpiał na raka mózgu. Lekarze nie oczekiwali, że pacjent będzie żył dłużej niż trzy lata. Niesamowitą częścią tej historii jest fakt, że pan Grzebski obudził się w kwietniu 2007 roku po 19 latach śpiączki alfa zwanej też stanem zamknięcia w świecie demokracji i kapitalizmu. Jan Grzebski był pokazywany we wszystkich polskich mediach jako pacjent „cudownie wybudzony ze śpiączki”. Żona Grzebskiego, Gertruda, opowiadała wówczas odwiedzającym ją dziennikarzom, że przez 19 lat jej mąż nie chodził, nie mówił, czasem utrzymywał kontakt wzrokowy. Pan Grzebski był zaskoczony, gdy dowiedział się, że już 18 lat upłynęło od upadku komunizmu i 11 wnuków nie może doczekać się, aby go uściskać. „Dziwią mnie dzisiaj ci wszyscy ludzie, którzy chodzą z telefonami komórkowymi i nigdy nie przestają narzekać”, powiedział. „Ja nie mam na co narzekać.” To oświadczenie jest doskonałym przypomnieniem dla nas wszystkich, którzy czasami skarżą się zbyt wiele. Niestety, często nie doceniamy prostych rzeczy w życiu, dopóki ich nam się nie odbierze.

 

9. Dzieci z syndromem wilkołaka

Indyjski chłopiec Prithviraj Patil i tajska dziewczynka – Supatra Sasuphan mają marzenia i zachowują się jak inne dzieci na całym świecie: uwielbiają gry i zabawy, lubią malować, pływać i jeść lody. Zadziwiające jest jednak to,  że dzieci urodziły się z wrodzonym nadmiernym owłosieniem, znanym także jako zespół wilkołaka. Ta straszna choroba jest bardzo rzadka i nietypowa. Od roku 1638 było mniej niż 50 udokumentowanych przypadków tej choroby na świecie. Dzieci cierpią z powodu niekontrolowanego wzrostu włosów. Próbowano różnych terapi, by wyleczyć dzieci. Ostatnio nawet terapii laserowej. Nic jednak nie pomaga i włosy cały czas odrastają. Grube zwierzęce futra obejmują głowę i części ciała.  Niestety, nauka i medycyna nie znalazłeś odpowiedzi na tę chorobę. To takie smutne czytać takie nagłówki gazet jak „Pół człowieka, pół wilka” lub „Real Kids Wolf”. Wydaje się, że okrucieństwo nie pochodzi od zespołu, ale od społeczeństwa…

 

8. Człowiek – przewód elektryczny

Niektórzy ludzie przyciągają uwagę całego świata twierdząc, że mogą wykorzystać moc energii elektrycznej. Jose Rafael Marquez Ayala jest jednym z nich. Mieszkaniec Puerto Rico wydaje się być człowiekiem nadprzewodnikiem, ponieważ może on prowadzić ogromne ilości prądu przez swoje ciało. Jose wytrzymuje różne silne wstrząsy elektryczne bez żadnych skutków ubocznych. Ponadto może spalić papier samymi palcami. Jeśli jego „moce” są prawdziwe, to z pewnością są niesamowite.

 

7. Cudowne ozdrowienie po upadku z 47 piętra

Według NY Daily News, bracia Moreno – Alcides i Edgar, pracowali na platformie przy wieżowcu na E. 66 St, New York, gdy platforma spadła . Zdarzenie miało miejsce 7 grudnia 2007 roku. Nie pomogła asekuracja. Alcides Moreno oszukał jednak śmierć po upadku z 47 piętra budynku, ale Edgar nie przeżył. Lekarze wykonali co najmniej 16 zabiegów, ponieważ Moreno złamał żebra, obie nogi i prawą rękę i poraniony kręgosłup. Personel medyczny opisywał przypadek jako cudowny i bezprecedensowy. Lekarze przewidywali, że odzyskanie pełnej sprawności Moreno zajmie około dwóch lat.

 

6. Nastolatka wytrzymała 118 dni bez serca

D’zhana Simmons of South Carolina jest dosłownie chodzącym, mówiącym medycznym cudem. Żyła przez cztery miesiące bez serca, bo czekała na nowe, funkcjonalne jako „wymianę” uszkodzonego. Simmons cierpiała na kardiomiopatię rozstrzeniową (DCM), co oznacza, że jej słabe i powiększone serce nie pompowało sprawnie krwi.  Chirurdzy ze szpitala dziecięcego w Miami Holtz dokonali wstępnego przeszczepu 2 lipca 2008 roku, ale serce było uszkodzone i musiało być szybko usunięte. Tymczasem D’zhana była utrzymywana przy życiu przez podawanie sztucznej krwi przez urządzenie pompujące. „Ona zasadniczo żyła 118 dni bez serca” powiedział dr Ricci, Dyrektor kardiochirurgii dziecięcej. Drugim rekordzistą w tej dyscyplinie był pewien Niemiec, który bez serca przeżył, aż dziewięć miesięcy! Jednak D’Zhana Simmons była pierwszym dzieckiem, które zdecydowało się na taką metodę leczenia i w ten sposób przeżyło tak długo, stała się przez to fenomenem w świecie medycyny. Dziewczyna na konferencji prasowej powiedziała, że czuła się jakby była fałszywym człowiekiem, że tak naprawdę nie istnieje bo życie nie może być prawdziwe bez serca.

 

5. Życie bez bólu

Gabby Gingras to energiczna 9-letnia dziewczynka, która jest zdeterminowana, aby być taka jak każde inne dziecko. Jednak to, co różni ją od większości z nas, jest rzadką i niezwykłą chorobą znaną jako CIPA – wrodzony brak wrażliwości na ból. Istnieje tylko 100 udokumentowanych przypadków CIPA na całym świecie. Gabby urodziła się bez zdolności do odczuwania bólu, zimna i ciepła. To może wydawać się niezwykłym darem, ale w rzeczywistości jest to niszczące i straszne. Wrażliwość na ból jest bowiem bardzo istotna, ponieważ ból działa podobnie jak mechanizm ostrzegania i obrony. Rodzice Gabby zauważyli, że coś było nie tak, gdy ich córka miała pięć miesięcy i gryzła swoje palce do krwi. Później straciła oko i ciężko poraniła drugie. Zostały podjęte różne środki, aby zapobiec tego typu wypadkom. Zdesperowani rodzice robili co w ich mocy, a okoliczności były trudne i wymagające. Historia Gabby była przedmiotem filmu dokumentalnego. “A Life Without Pain” by Melody Gilbert („Życie bez bólu”).

 

4. Uczulenie na H20

Czy to gorąca kąpiel, mycie zębów, sprzątanie domu, lub po prostu gaszenie pragnienia, woda jest istotną częścią naszej codzienności. Po prostu nie można żyć bez wody! Dlatego niesamowite wydaje się nam, że ludzie mogą być uczuleni na wodę. Wierzcie lub nie, ale niektórzy ludzie cierpią na niezwykle rzadką pokrzywkę, „alergię’ na reakcję z wodą. Jest to tak niezwykłe, że tylko około 30 lub 40 przypadków na całym świecie zostało udokumentowanych. Ashleigh Morris (21, Australia) i Michaela Dutton (23, Anglia) to jedne ze znanych przypadków. Jeśli ich skóra ma kontakt z wodą, pojawiają się swędzące czerwone pręgi, grudki i pęcherzyki na całym ciele. Prysznic jest dla nich naprawdę bolesnym doświadczeniem. Michaela nie może napić się wody, kawy czy herbaty, nie może nawet jeść owoców, bo wywoła to wysypkę na skórze i opuchnięcie gardła. Jej ciało wydaje się tolerować jedynie Diet Coke. Ashleigh stara się unikać wody w miarę możliwości – przestała uprawiać sporty i unikać wysiłku fizycznego. Alergia na wodę jest tak niezwykle rzadka, że nawet lekarze nie rozumieją w pełni złożonych mechanizmów odpowiedzialnych za te dziwne choroby skóry.

 

3. Zaburzenia snu

FFI jest skrótem od śmiertelnego zaburzenia genetyczne snu. Jay Schadler i Laura Viddy najlepiej opisują rzadką chorobę: „Osoby dotknięte przez FFI chociaż się bardzo starają nie mogą zasnąć. Choroba kradnie sny, umysł i ostatecznie całe życie”. 29-letnia Cheryl Dinges jest jednym z członków rodziny, który nie może spać. Jej rodzina przenosi gen tego rzadkiego schorzenia – choroba dotyka tylko 40 rodzin na całym świecie. Fatal Familial Insomnia zabił matkę, dziadka i wujka. Cheryl Dinges jest chora, a jej siostra nie odziedziczyła mutacji. FFI rozpoczyna się łagodne od skurczy, ataków paniki i bezsenności. Później pacienci zaczynają mieć halucynacje i bezsenność staje się na tyle poważna, że przemienia się w całkowity brak zdolności do snu. Ostatecznie u pacjentów następuje rozwój demencji, a ostatecznie śmierć. Zmutowane białko nazywa PrP Sc. Jeśli tylko jeden z rodziców ma zmutowany gen, jest 50% szans na odziedziczenie i rozwój FFI.

 

2. Dzieci motyle

Smutna historia Sary i Joshua Thurmond zaczęła się, gdy lekarze zdiagnozowali u nich z Epidermolysis bullosa (EB),  rzadkie zaburzenie genetyczne, które powoduje, że skóra jest bardzo delikatna. Nadżerki i pęcherze spowodowane są tym, że w warstwie skóry brak włóknistego białka, które jest odpowiedzialne za zakotwiczenie włókna do tkanek podskórnych. Joshua cierpi na jedną z najcięższych rodzajów EB, Epidermolysis bullosa dystrophica. Jego siostra zmarła 8 października 2009 w wieku 20 lat. Według badań medycznych, ludzie urodzeni z EB mają możliwość życie przez około 30, maksymalnie 40 lat. „Babies Cotton Wool”, „Children Butterfly” – takie nazwy są często używane do opisania kruchego stanu młodszych pacjentów. Ich skóra jest krucha jak skrzydła motyla. Najmniejsze dotknięcie może powodować bolesne rany. Sarah i Joshua nauczyli się żyć z bólem – ekstremalnym i stałym. Specjalne bandaże pomagają zmniejszyć ból i zapobiegać infekcjom, ale aktualnie nie ma lekarstwa na EB. Chcą żyć, nawet jeśli nigdy nie będą wiedzieć, jak to jest biegać, pływać i skakać.

 

1. Sleeping babies

Zahra Aboutalib, z Maroka, nosiła dziecko przez prawie pół wieku. Ta szokująca, ale fascynująca historia rozpoczęła się w 1955 roku, kiedy Zahra poszła do pracy i została przewieziona do szpitala, gdzie bliska śmierci oczekiwała na operację cięcia cesarskiego, Zahra uciekła jednak ze szpitala do swojej małej wioski. Gdy bóle minęły i skończyło się kopanie, Zahra uznała dziecko za „Sleeping babies” – według wierzeń ludowych Maroka, „sleeping babies” to dzieci, które mogą żyć wewnątrz łona matki, by chronić jej honoru. Kiedy Zahra miała 75 lat, rozdzierający ból wystąpił ponownie. Lekarze przeprowadzili badanie USG i odkryli, że jej „uśpione dziecko” faktycznie jest ciążą pozamaciczną. Jeszcze bardziej zdumiewające jest to, w jaki sposób Zahra przeżyła i jak martwy płód, został przyjęty przez organizm, niczym dodatkowy organ. Normalnie w takich okolicznościach, matka ma małe szanse przeżycia. Po prawie pięciu godzinach operacji chirurdzy pomyślnie usunęli z ciała Zahry zwapniony płód. Dzieci mumie to niezwykle rzadkie zjawisko medyczne. Według Journal of the Royal Society of Medicine, zostało udokumentowanych jedynie tylko 290 przypadków „dzieci z kamienia”.
 


Artykuł ze strony :
http://urodaizdrowie.pl/10-szokujacych-przypadkow-medycznych 

16 stycznia 2013

Człowiek, który nie wierzył w miłość



„Owoce dojrzewają w słońcu, ludzie zaś w świetle miłości” 
Julius Langbehn

Chciałabym opowiedzieć Wam teraz bardzo starą przypowieść o człowieku, który nie wierzył w miłość. 
Był to zwy­czajny człowiek, taki jak ty lub ja, wyróżniał się jed­nak sposobem myślenia. Sądził, że miłość nie istnieje. Nieraz próbował ją odnaleźć.
Przyglądał się ludziom wokół siebie. Stracił mnóstwo czasu, sporą część ży­cia poszukując miłości, po to tylko, by stwierdzić, że nie istnieje.
Gdziekolwiek był, rozpowiadał na prawo i lewo, że miłość jest wyłącznie wymysłem poetów, wynalazkiem religii, która posługuje się nią do manipulowania sła­bymi umysłami, do zdobywania nad nimi kontroli i wymuszania wiary.
Mawiał, że wiara nie jest niczym rzeczywistym i dlatego żaden człowiek jej nie odnajdzie, nawet jeśli usilnie jej poszukuje.
Człowiek ten był bardzo inteligentny i przekonu­jący.
Przeczytał mnóstwo książek, zgłębiał wiedzę w najlepszych uniwersytetach i stał się szanowanym naukowcem.
Potrafił przemawiać w każdym miejscu przed dowolną publicznością, zawsze z miażdżącą logiką.
Propagował pogląd, że miłość jest jak narkotyk, wprawia w krótko trwały uzależniający błogostan. Można się bowiem chorobliwie uzależnić od miłości.
A co się stanie, jeśli zakochany nie dostanie swojej codziennej dawki miłości, tak jak narkoman potrze­bujący swojej codziennej działki?
Udowadniał, że większość relacji między kochan­kami przypomina związek narkomana z dealerem. 
Ten, kto pożąda bardziej, przypomina nałogowca, a ten, komu mniej zależy, postępuje jak dealer. 
Kochanek, który ma mniejszą potrzebę miłości, kontroluje cały związek. 
Mechanizm zjawiska jest bardzo jasny i łatwy do prześledzenia, ponieważ w związku niemal zawsze jest ten, kto kocha bardziej, i ten, kto pozwala się kochać i tylko wykorzystuje tego drugiego, kto daje jej lub jemu całe serce. 
Pojąwszy, w jaki sposób ci dwoje sobą manipulują, na czym polegają wszystkie ich akcje i reakcje, zauważymy, że są niczym narko­man i dealer.
Uzależniony, czyli ten, kto jest w potrzebie, żyje w ciągłym strachu, że mógłby nie dostać następnej dawki miłości czy narkotyku. 
Myśli: „Co zrobię, gdy mnie zostawi?" 
Z kolei lęk wywołuje zaborczość. „To moje!" 
Uzależniony staje się bardzo zazdrosny i wy­magający ze strachu, że nie dostanie następnej daw­ki. 
Dealer kontroluje i manipuluje tym, kto potrze­buje narkotyku, podając mu większe czy mniejsze dawki lub w ogóle odcinając mu dostawę. Ten, kto jest w większej potrzebie, poddaje się całkowicie, pod­porządkowuje, gotów jest zrobić wszystko, byle unik­nąć odrzucenia.
Tymczasem nasz bohater nie ustawał w objaśnia­niu wszystkim dookoła, dlaczego miłość nie istnieje:
 ...To, co ludzie nazywają miłością, jest tylko związkiem opartym na strachu i kontroli, wykorzystywaniu prze­wagi. 
A gdzie szacunek? 
Gdzie wreszcie miłość, o któ­rej tyle mówią? 
Nie ma miłości. 
Młodzi ludzie przed obliczem Boga, rodziny i przyjaciół składają sobie nawzajem mnóstwo obietnic: pozostać ze sobą na zawsze, kochać się i szanować, być razem na dobre i na złe. Obiecują miłość i poważanie i jeszcze wiele innych rzeczy. Najbardziej zdumiewające jest to, że naprawdę wierzą w te obietnice. Ale zaraz po ślubie, tydzień później, miesiąc czy kilka miesięcy, okazuje się, że nie dotrzymują żadnej z nich.
To, co widzimy w małżeństwie, to walka o władzę, o to, kto kim będzie rządził. 
Kto będzie dealerem, a kto uzależnionym. 
Kilka miesięcy później widać, że szacunek, jaki sobie przysięgali, ulotnił się. 
Widzimy urazy, emocjonalne toksyny, zauważymy, jak ranią się nawzajem, stopniowo, dzień po dniu, jak to narasta coraz bardziej, aż w końcu nawet nie wiedzą, kiedy miłość się kończy. 
Pozostają ze sobą, ponieważ boją się samotności, opinii innych ludzi, a także wyroków swoich własnych wewnętrznych sędziów. 
Ale czyż to jest miłość?
Mężczyzna zwykł dowodzić, że widywał wiele starych małżeństw o trzydziesto-, czterdzieste-, pięćdziesięcio­letnim stażu, które szczyciły się tym, że przeżyły ra­zem te wszystkie lata. 
Ale kiedy mówią o swoim związ­ku, wcześniej czy później padają słowa:
 „Wytrwaliśmy w małżeństwie". 
To oznacza, że jedno z nich podpo­rządkowało się drugiemu. W pewnym momencie na przykład ona się poddała i postanowiła przetrzymać cierpienie. Ten, kto miał silniejszą wolę i mniejszą potrzebę bycia z tym drugim, wygrał wojnę. 
Ale gdzież jest ten płomień, który nazywają miłością? Traktują się przecież nawzajem jak swoją własność: „Ona jest moja", „On jest mój".
Człowiek ciągnął dalej. 
Rozprawiał o wszystkich powodach, dla których wierzył, że miłość nie istnie­je, i gorąco przekonywał: „Ja już przeszedłem przez to wszystko. Nikomu więcej nie pozwolę manipulo­wać moim umysłem i w imię miłości rządzić moim życiem". 
Jego argumenty były całkiem logiczne, toteż przekonał wielu ludzi, że miłość nie istnieje.
Pewnego dnia spacerował po parku i tam, na ła­weczce, zobaczył piękną kobietę, która płakała. Jej płacz wzbudził w nim ciekawość. Usiadł obok i spy­tał, czy mógłby jej w czymś pomóc. 
Zainteresował się, dlaczego płacze. Jakież było jego zdumienie, kiedy odpowiedziała, że płacze, bo miłość nie istnieje. 
„To zdumiewające! - zawołał. - Kobieta, która wierzy, że miłość nie istnieje?!" 
Oczywiście zapragnął dowiedzieć się czegoś więcej.
„Dlaczego mówisz, że miłość nie istnieje?" - spy­tał.
„To długa historia - odparła. - Wyszłam za mąż bardzo młodo i byłam pełna miłości, wszystkich tych złudzeń, nadziei, że będę dzielić życie z moim męż­czyzną. 
Przysięgliśmy sobie lojalność, szacunek i poważanie i stworzyliśmy rodzinę. Ale wkrótce wszyst­ko się zmieniło. Byłam oddaną żoną, troszczącą się o dom i dzieci. Mój mąż robił karierę, a sukces i opi­nia innych ludzi stały się dla niego ważniejsze od ro­dziny. 
Stracił szacunek do mnie, a ja do niego. 
Raniliśmy się nawzajem i pewnym momencie zrozumia­łam, że go nie kocham, a on nie kocha mnie.
Ale dzieci potrzebowały ojca i to było moje uspra­wiedliwienie i powód, żeby zostać i zrobić wszystko dla utrzymania rodziny. Teraz dzieci dorosły i ode­szły. 
Nie mam już wymówki, żeby z nim zostać. 
Nie ma między nami szacunku, nie ma czułości, nawet uprzejmości. Na domiar złego wiem, że nawet jeśli znajdę kogoś innego, historia się powtórzy, ponie­waż miłość nie istnieje. Nie ma więc sensu szukać cze­goś, co nie istnieje. Dlatego płaczę".
Świetnie rozumiejąc rozterki swej rozmówczyni, objął ją i powiedział: „Masz rację. Miłość nie istnie­je. Szukamy miłości, otwieramy serca, pozwalamy dominować drugiej osobie tylko po to, by znaleźć egoizm. To boli, nawet jeśli sądzimy, że nie damy się zranić. Nieważne, jak wiele mamy za sobą związków. To samo powtarza się za każdym razem. Po cóż więc szukać miłości?"
Byli do siebie tak podobni, że zaprzyjaźnili się. To był wspaniały związek. Szanowali się i nigdy nawet nie próbowali się poniżać. 
Uszczęśliwiało ich wszystko, co robili razem. 
Nie było w nich zawiści i zazdrości, nie było przymusu ani zaborczości. Ich związek sta­wał się coraz pełniejszy. 
Uwielbiali być ze sobą, po­nieważ każde spotkanie oznaczało świetną zabawę, a kiedy się rozstawali - tęsknili do siebie.
Pewnego dnia mężczyznę, gdy był poza domem, naszła przedziwna myśl. 
„A może - rozmyślał - to, co czuję do niej, to miłość? Jest to tak inne od tego, co czułem kiedykolwiek przedtem! 
To nie jest to, o czym mówią poeci, ani to, co głosi religia, ponie­waż nie jestem za nią odpowiedzialny.
 Niczego od niej nie biorę, nie potrzebuję opieki z jej strony, nie muszę winić jej za moje niepowodzenia ani przerzucać na nią swoich nieszczęść. Po prostu dobrze nam razem, lubimy się nawzajem. Szanuję jej sposób myślenia i odczuwania. 
Ani trochę mi nie ciąży, nie muszę się o nią martwić. 
Nie czuję zazdrości, kiedy jest z inny­mi ludźmi, nie czuję zawiści, kiedy odnosi jakiś suk­ces. Może miłość jednak istnieje, tylko nie jest taka, jak nam się wydawało?" 
Ledwie się doczekał powrotu do domu, by z nią porozmawiać i zwierzyć się ze swych szalonych myśli. 
Gdy tylko zaczął mówić, rzekła: „Wiem, co chcesz powiedzieć. Już dawno temu też naszły mnie takie myśli, ale nie chciałam się nimi z tobą dzie­lić, bo wiem, że nie wierzysz w miłość. Miłość chy­ba istnieje, tylko jest czym innym, niż sądziliśmy".
Postanowili zostać kochankami i zamieszkać razem, i ku ich zdumieniu nic się nie zmieniło. Nadal się szanowali, pomagali sobie nawzajem i byli coraz bardziej zakochani. 
Każde głupstwo sprawiało, że czuli się szczęśliwi.
Serce mężczyzny wypełniło tyle miłości, że pewnej nocy zdarzył się wielki cud. 
Patrzył na gwiazdy i od­nalazł najpiękniejszą. 
Jego miłość była tak wielka, że gwiazda spłynęła z nieba wprost w jego otwarte dłonie. Potem stał się drugi cud: jego dusza połączyła się z gwiazdą. 
Był niewymownie szczęśliwy i ledwie mógł się doczekać, kiedy pobiegnie do kobiety i zło­ży gwiazdę w jej dłoniach, aby dowieść swojej miło­ści. Wręczył jej gwiazdę, lecz kobieta zawahała się. Choć był to ledwie moment zwątpienia, gwiazda ze­śliznęła się między palcami, upadła i potłukła się na milion drobnych kawałeczków.
Teraz stary człowiek znów przemierza świat, przy­sięgając, że miłość nie istnieje. 
I jest stara piękna kobieta, która czeka w domu na mężczyznę, roniąc łzy za rajem, który miała w dłoniach i który straciła przez jeden krótki moment zwątpienia. 
Tak się koń­czy historia o człowieku, który nie wierzył w miłość.
Lecz kto popełnił błąd? 
Co poszło nie tak? 
Błąd leżał po stronie mężczyzny, ponieważ myślał, że może dać kobiecie swoje szczęście. 
I mylił się, składając je w jej rękach. 
Szczęście bowiem nigdy nie przychodzi z zewnątrz. 
Był szczęśliwy miłością, która pochodziła od niego. I ona była szczęśliwa z powodu miłości, która z niej emanowała. 
Jednak kiedy powierzył jej swoje szczęście, potłukła gwiazdę, bo nie mogła za nią odpowiadać.
To nieważne, jak bardzo go kochała, nie mogła go uszczęśliwić, ponieważ nie wiedziała, co jest w jego głowie. Nie mogła poznać jego oczekiwań, ponieważ nie mogła poznać jego snów.



Jeśli swoje szczęście złożysz w dłoniach drugiej oso­by, ona wcześniej czy później je potłucze. 
Jeśli dasz jej swoje szczęście, może je odrzucić. 
Natomiast kiedy szczęście pochodzi z twego wnętrza i jest rezulta­tem twojej miłości, ty sam jesteś za nie odpowiedzial­ny. 
Nigdy nie zdołamy przerzucić na kogoś odpowie­dzialności za własne szczęście, tymczasem pierwsze, co robimy podczas ślubu w kościele, to wymiana obrączek. 
Kładziemy gwiazdę na cudzej dłoni, spodziewając się, że partner nas uszczęśliwi. 
Nie ma zna­czenia, jak bardzo kogoś kochasz i tak nigdy nie bę­dziesz taki, jakim chciałby cię widzieć twój partner. 
To błąd, który większość z nas popełnia na począt­ku każdego związku.
 Budujemy poczucie szczęścia w oparciu o partnera, a szczęście nie na tym polega. Składamy obietnice, których nie możemy dotrzymać i z góry skazujemy się na nie powodzenie.
Czystość jest świadomością, że człowiek dysponuje takim darem, który tylko raz można ofiarować i tylko raz otrzymać. 
Fulton Sheen

Najkrótsza powieść świata
On: czy chcesz być moją żoną?
Ona: nie!

I byli szczęśliwi do końca życia.
  Żenić się jedynie ze względu na piękno, to tyle, co kupować ziemię ze względu na róże. 
To ostatnie byłoby jeszcze rozsądniejsze, ponieważ róże zakwitają co roku” 
Kotzebue
„Prawdziwą miłość poznaje się nie po jej sile, lecz po czasie jej trwania”
 Robert Poulet


http://api.ning.com/files/XXtCuD7Z3IoPabm0t1sD0f2b*JcsBjFY-um7ROQjFzxvQBiS58DbvF6kVKsMvhYHUx2TklcWR*Hq2J-801bLzgfhGmCUciZD/0_8309e_35c33fd_L.png


Na podstawie : Ruiz Don Miguel – Ścieżka Miłości.
 Sztuka budowania związków

12 stycznia 2013

My kobiety!... jesteśmy wspaniałe :)


My kobiety jesteśmy wspaniałe ;p 

Kobiety ... takie jesteśmy ?

 
 
Nie czytam żadnych instrukcji. Wciskam guziki, aż zadziała.

Nie potrzebuje alkoholu, żeby narobić sobie obciachu. I bez alkoholu daję radę...!

Gdybym była ptakiem, od razu bym wiedziała, kogo najpierw obsrać...

Nie jestem rozkapryszona, tylko "emocjonalnie elastyczna"!

Najpiękniejsze słowa świata: "Idę na zakupy"

Nie mam żadnych dziwactw!  ....
To są "special effects"!

Kobiety powinny wyglądać jak kobiety, a nie wytapetowane kości!

Przebaczyć i zapomnieć?
Ani nie jestem Jezusem, ani nie mam Alzheimera!

My kobiety jesteśmy aniołami, a gdy się nam podetnie skrzydła, lecimy dalej - na miotle!
Bo w końcu jesteśmy elastyczne !!!

To nie jest żaden tłuszcz! .... o nie ...To "erotyczna powierzchnia użytkowa"!

Gdy Bóg stworzył mężczyznę, obiecał, że idealnego faceta będzie można spotkać na każdym rogu....a potem uczynił ziemię okrągłą...


Na moim nagrobku niech będzie napis:
"Co się głupio gapisz? Też bym wolała leżeć teraz na plaży!"

Tak .... tak...my kobiety jesteśmy bowiem jedyne w swoim rodzaju...niepowtarzalne, szalone, kochane i niezastąpione ...po prostu CUDOWNE KOBIETY !
Prawda  !
...
...
...
... niech tylko kto zaprzeczy! 

...Gdybym mogła być mężczyzną jeden dzień pewnie byłabym… no kim? 

hm
hm
... "Gdybym mogła ... ach gdybym mogła... 
Gdybym mogła być mężczyzną choć jeden dzień,
to zasiadłabym na kanapie przed telewizorem,
do ręki wzięła pilota..  z pełnym honorem.
po kanałach pół wieczoru bym skakała,
i żony na seriale na pewno bym nie dopuszczała!
Tylko palcem bym pokazywała,
a w wolnej chwili od telewizora...
to i komputer bym zajmowała..
o sprzątanie i jedzenie bym się nie przejmowała
i tylko to, co by zrobić trzeba,
wszystkim bym palcem pokazywała :)
.. och ... gdybym tylko mogła być mężczyzną jeden dzień...
„
.... a teraz tak na pół  poważnie :)
..." Gdybym mogła być mężczyzną jeden dzień, pewnie byłabym supermenem,
tyle o kobietach wiem jestem jedną z nich
Byłabym, byłabym lustrem dla tych niechcianych kobiet co same śpią wciąż słały by uśmiech, jaki widziały w kinach, bo z życia nie znają go byłabym łodzią, która rozkołysze w tańcu je, aż każda stanie się królową balu choć podpiera ściany od lat Gdybym mogła być mężczyzną jeden dzień pewnie byłabym supermenem, tyle o kobietach wiem jestem jedną z nich
Byłabym i listonoszem, co im listy nosi miłosne, gdy nie kocha ich już nikt, i wielbicielem cichym tak, że kwiaty zostawił raz starym pannom przy drzwiach byłabym każdej spełnieniem marzeń Bogusiem Li. i polskim Ice'm T i smutnym kobietom zaśpiewam przez telefon jak jak Stevie Wonder sprzed lat.
 Gdybym mogła być mężczyzną jeden dzień
 pewnie byłabym supermenem, tyle o kobietach wiem jestem jedną z nich ..."



9 stycznia 2013

Upij się ze mną na wesoło

       












Upij się ze mną na wesoło.
Zechcesz coś chlapnąć, no to chlap.
I niech raz się zamknie koło
moich mężczyzn, twoich bab.

Upij się ze mną na wesoło.
Zechcesz coś zburzyć, no to zburz.
I niech raz się zamknie koło,
jak przebaczać, no to już...

Moje oczy zapłakane,
twoje szanse zmarnowane
i wydatki ponad stan,
jakaś pani, jakiś pan.

Długie listy od tej pani,
przeprowadzki z walizkami,
jakieś nieba, czyje, gdzie?
niewesołe gwiazdy dwie.

Nowi ludzie, nowe sprawy,
niebezpieczne gry, zabawy,
jakieś noce, jakieś dni,
nieudane rififi.

I ucieczki do Podkowy,
zawracanie ludziom głowy,
odbijanie się od dna,
z jakąś ty i z tamtym ja...

Upij się ze mną chińską wódką
i złotą rybkę dla mnie złów.
Życie zazwyczaj trwa za krótko,
chcesz coś powiedzieć - no to mów.

Upij się ze mną za niewinność,
kilka zabawnych nieprawd złóż.
Zapominanie - miła czynność,
jak zapominać - no to już.

Moi chłopcy, twoje baby,
i to życie aby, aby,
i to picie, nigdy dość,
i ta jędza - głucha złość.

Nagłe wstydy i bezwstydy,
i uśmiechy - okryjbidy,
i pieniądze. Jakie, skąd?
Telefony. To był błąd.

Długich kaców poniewierka,
kruchy talent jak iskierka,
samolotem nagle w dal,
do rozwodu - jak na bal.

Jakieś listy, jakieś kwiatki
i ucieczki - gdzieś do matki.
Później klęski gorzki smak.
Przekonanie, że nie tak.

Uprzątanie bałaganu
bez jasności i bez planu.
I tęsknoty - za kim że?
I powroty - takie złe...
      Agnieszka Osiecka  
       
       

5 stycznia 2013

…by ŻYĆ trzeba ŻYCIE kochać …..



RECEPTA NA CAŁY ROK

Bierzemy 12 miesięcy,
oczyszczamy je dokładnie
z goryczy,
 chciwości,
 małostkowości i lęku,
po czym rozkrajamy każdy miesiąc
na 30 lub 31 części tak,
aby zapasu
wystarczyło dokładnie na cały rok.

Każdy dzień przyrządzamy osobno
z jednego kawałka pracy
i dwóch kawałków pogody i humoru.

Do tego dodajemy trzy duże łyżki
nagromadzonego optymizmu,
łyżeczkę tolerancji,
ziarenko ironii i odrobinę taktu.
Następnie całą masę polewamy dokładnie
dużą ilością miłości.
Gotową potrawę
przyozdabiamy bukietem uprzejmości
i podajemy codziennie z radością
i filiżanką dobrej, orzeźwiającej herbatki. 

Nawet gdybyś dał człowiekowi wszystkie wspaniałości świata, nic mu to nie pomoże, jeśli nie ma przyjaciela, któremu mógłby o tym powiedzieć.

Ketherina Elizabeth Goethe


I tą potrawą chciałabym się podzielić z Wami wszystkimi  a i Wy podzielcie się z innymi ... 

Żadna noc nie może być aż tak czarna, żeby nigdzie nie można było odszukać choć jednej gwiazdy.
Pustynia też nie może być aż tak beznadziejna, żeby nie można było odkryć oazy. 
Pogódź się z życiem, takim jakie ono jest.
Zawsze gdzieś czeka jakaś mała radość.
Istnieją kwiaty, które kwitną nawet w zimie.

Phil Bosmans

19 grudnia 2012

WIGILIJNE ŻYCZENIA ..........


Jest taki dzień bardzo ciepły, choć grudniowy;
dzień, zwykły dzień, w którym gasną wszelkie spory.
Jest taki dzień, w którym radość wita wszystkich.
Dzień, który już każdy z nas zna od kołyski..
Niebo ziemi, niebu ziemia,
wszyscy wszystkim ślą życzenia.
Drzewa ptakom, ptaki drzewom.
W wiewie wiatru płatkom śniegu.
Jest taki dzień, tylko jeden raz do roku;
Dzień, zwykły dzień, który liczy się od zmroku.
Jest taki dzień, gdy jesteśmy wszyscy razem.
Dzień, piękny dzień, dziś nam rok go składa w darze.
Niebo ziemi, niebu ziemia,
wszyscy wszystkim ślą życzenia.
A gdy wszyscy usną wreszcie
moc igliwia zapach niesie.
Dwie czerwone bombki świąteczne i gwiazdki na białym tle z miejsca kopiowania. Płytkiej głębi ostrości Zdjęcie Seryjne - 11556898
Nie zostawiaj pustego miejsca gdy nie czekasz,
Bo nie przyjdzie ten, którego nie znasz,
otwórz więc drzwi i obok siebie postaw nakrycie,
by gorący oddech wigilijnej strawy rozgrzał twoje serce.
Spójrz w oczy szaleństwu zimy,
bo życie twoje to pory Roku
jeśli mróz skuł lodem twe serce ,walcz
by zło nie odebrało Ci reszty Tej wiosny,
która zakwitła w twym sercu.
A jeśli już czekasz, czekaj z pokorą,
bo nic co ciche nie zapuka głośno do drzwi w taką noc,
pomyśl o tych, co nigdy nie spacerują w twych myślach
I powiedz im: Wesołych Świat
Zgiełk fajerwerków szybko przemija,
pozostaje płomyk – twarz odbita w lustrze znajoma od lat,
może bardziej zamyślona, weź opłatek: 
„Życzę Ci by Dobro mieszkało w twym sercu”
 pościel żłóbek Maleńkiemu i zanuć kolędę,
 raźniej Wam będzie we dwoje.
Przypomnij sobie chłód i ciemność zimowej nocy,
byś nigdy nie zapomniał pragnienia,
by Wiara, Nadzieja i Miłość biły z twych rąk,
 nie bój się podnieść z Ziemi
liści-wspomnień minionych dni,
bo nie wszystko stracone.
Nie odmawiaj pomocy,
nie gaś świecy, nie noś urazy
bo nie zdążysz przeprosić,
zbyt ciężko wędruje się pod wiatr bez odpoczynku,
w czyichś ramionach bez przyjmowania pomocy
- ty dobrze wiesz gdzie jej szukać.
Przy wigilijnym stole posadź nieprzyjaciół,
oni też mają gorące serca,
odwiedź chorych, zaparz im herbatę,
 opowiadaj ociemniałym o gwieździstym niebie,
 dla każdego z nich bądź drogowskazem życia,
drogą, która prowadzi do Boga.
 
Nie zabijaj
Nie okradaj
Nie rań
Nie omijaj
… ale ....Kochaj!


To właśnie tego wieczoru, gdy mróz lśni, jak gwiazda
na dworze, przy stołach są miejsca dla obcych, 
bo nikt być samotny nie może.
To właśnie tego wieczoru, gdy wiatr zimny śniegiem dmucha, 
w serca złamane i smutne po cichu wstępuje otucha.
To właśnie tego wieczoru zło ze wstydu umiera, widząc, jak silna i piękna jest Miłość, gdy pięści rozwiera.
To właśnie tego wieczoru, od bardzo wielu wieków, pod dachem tkliwej kolędy
Bóg rodzi się w człowieku.


         Radość bliskich, biały obrus, na choince złoty anioł.
         Chcę się z Wami Drodzy moi podzielić się radością
         Wzrasta ziarno uczciwości na nadziei przebaczenia.
         Czułe ciepło dobrych wspomnień...

             Pragnę podziękować wszystkim za codzienne tu marzenia
Za przeżyte z Wami Bloggowi Ludu podczas tego 2012 roku, chwile wspólnych wzruszeń i bliskości, dni w radości, dniu i w smutku,

Chcę Wam szczerze podziękować...
życzyć Wszystkim zdrowia, szczęścia i miłości...
Oby Wasze serca przemówiły w Wigilijnej ciszy zmroku.....



Jest w moim kraju zwyczaj, że w dzień wigilijny,
Przy wzejściu pierwszej gwiazdy wieczornej na niebie,
Ludzie gniazda wspólnego łamią chleb biblijny
Najtkliwsze przekazując uczucia w tym chlebie.













Wesołych  Świąt ...... 

 





W ten wieczór jedyny zaświeć w sercu swoim spokój i podziel się nim z innymi.....






Wiersze : Seweryn Krajewski, Anna Woźniak-Kot,Emilia Waśniowska, C.K.Norwid i kilka słów ode mnie :)

16 grudnia 2012

Apteka dla duszy

Aby o czymś wiedzieć, musisz to najpierw stracić. 
Aby uświadomić sobie istnienie raju, najpierw musisz go utracić. 
Dopóki go nie stracisz i nie odzyskasz, nie zrozumiesz jego piękna. 
Cisza ukazuje umysłowi nieskończoną krainę wieczności, nieśmiertelności, wszystkiego, co możesz nazwać błogosławieństwem, dziękczynieniem.
Człowiek stracił potrzebę bycia poetyckim, kreatywnym. 
Za bardzo interesują nas towary, gadżety, tworzenie coraz większej i większej ilości rzeczy. W produkcji chodzi o ilość, a w tworzeniu o jakość.
 Będzie trzeba przypomnieć sobie serce. 
Ponownie zdać sobie sprawę z istnienia natury. 
Trzeba znów nauczyć się obserwować róże i lotosy, nawiązać kontakt z drzewami, kamieniami i rzekami, nauczyć się rozmawiać z gwiazdami.
 Jeżli nie potrafisz porozumieć się z samym sobą, w jaki sposób chcesz porozumieć się z kimś innym? 
Dlatego pierwsza miłość skierowana jest na siebie. 
Dopiero wtedy możliwa jest ta druga. 
Ludziom śpieszy się do drugiej miłości, choć nic nie wiedzą o pierwszej.
Chodzisz, jesz, pijesz - wszystkie te czynności świadczą o tym, że twoje ciało i twoja świadomość stanowią organiczną całość. Człowiek nie może jednocześnie torturować ciała i wyostrzać świadomości.
Ciało musi być kochane - powinieneś być jego przyjacielem. Jest ono twoim domem. Musisz oczyścić je ze wszystkich śmieci, pamiętając, że przez cały czas, dzień w dzień, ci służy. Nawet gdy śpisz, twoje ciało nie przestaje pracować - trawiąc, przemieniając to, co zjadłeś, w krew, usuwając martwe komórki, dostarczając nowy, świeży tlen; a ty śpisz sobie w najlepsze.
Robi wszystko, abyś przetrwał, abyś przeżył, choć ty jesteś tak niewdzięczny, że nigdy mu za to nie podziękowałeś. Wręcz przeciwnie, twoja religia nauczyła cię, abyś je torturował: „ciało jest twoim wrogiem, musisz się uwolnić od niego i tego, co cię z nim wiąże" (...)
Dopóki bowiem nie będziesz szanował swojego ciała, nie będziesz też w stanie szanować innych. A jest ono żywym organizmem, które nigdy nie wyrządziło ci krzywdy. Służyło ci od momentu twojego poczęcia i służyć będzie aż do śmierci. Zrobi wszystko, co zechcesz - nawet niemożliwe - i nie będzie ci nieposłuszne (...)
Nigdy nie myślałeś o tym, co się w nim dzieje.
A wszystko to jest cudowne i tajemnicze. Niemniej nigdy się w to nie zagłębiałeś.
Nigdy nie zadałeś sobie trudu, aby lepiej poznać swoje własne ciało - a chcesz udawać, że kochasz innych ludzi? Nie możesz, ponieważ innych ludzi również postrzegasz jako ciała.

Zaobserwuj, w których miejscach w twoim ciele występuj ograniczenia, i zrób trzy rzeczy.
Po pierwsze, gdy chodzisz, siedzisz lub gdy nic nie robisz, wydychaj głęboko powietrze. Nacisk powinieneś kłaść na wydech, a nie na wdech. Wydychaj głęboko - wydychaj tyle powietrza, ile jesteś w stanie z siebie wyrzucić. Wydychaj ustami, ale rób to powoli, tak by zabrało to trochę czasu. Im dłużej będziesz wydychał, tym lepiej, ponieważ wydech będzie głębszy.
Gdy pozbędziesz się całego powietrza z organizmu, ciało zrobi wdech; ciało, nie ty. Wydech powinien być powolny i głęboki, natomiast wdech szybki. To zmiękczy pancerz wokół klatki piersiowej.

Jeśli od dzieciństwa twoja ekspresja nie była taka, jaka powinna - czyli nie byłeś w stanie wyrazić czy zrobić tego, co chciałeś - ta niewyrażona energia osadza się w gardle.
Gardło jest ośrodkiem ekspresji. Nie służy jedynie do połykania, jest również ośrodkiem wyrażania. Wielu ludzi korzysta z niego tylko w tym pierwszym celu. Wykorzystują je tylko w połowie, ale akurat ta ważniejsza połowa pozostaje nietknięta.
Wiele można zrobić, by ułatwić sobie ekspresję.
Jeśli kogoś kochasz, mów tej osobie to, co chcesz powiedzieć, nawet jeśli miałoby to zabrzmieć głupio; czasem nie zaszkodzi się wygłupić. Mów o rzeczach, które rodzą się w tobie w danej chwili.
Nie wytłumiaj ich.
Jeśli kogoś kochasz, daj się całkowicie ponieść, nie kontroluj się. Jeśli jesteś wściekły i chcesz coś powiedzieć, zrób to na gorąco!
Zły jest jedynie zimny gniew, gorący - nigdy. To ten zimny jest naprawdę niebezpieczny. A ludzi nauczono właśnie tego: zachowujcie chłodny spokój, nawet kiedy jesteście źli. Tylko że wtedy ta trucizna w was pozostanie. Czasem dobrze jest pokrzyczeć i wyrzucić z siebie emocje.

Kiedy człowiek ma nadmiar energii, z którą nie wie, co zrobić, często zaczyna obgryzać paznokcie lub palić papierosy. Obgryzanie paznokci i palenie papierosów to przejawy tego samego problemu.
Robisz cokolwiek, żeby tylko znaleźć sobie zajęcie, bo w przeciwnym wypadku twoja energia staje się trudna do zniesienia. Kiedy inni zaczynają to krytykować, mówiąc, że jesteś nerwowy, rodzi się jeszcze więcej zahamowań. Nie masz nawet tyle swobody, żeby obgryzać własne paznokcie!
Należą do ciebie, a nie wolno ci ich obgryzać.
Toteż ludzie wymyślają czynności zastępcze - np. guma do żucia... To przebiegły sposób: nikt nie będzie cię krytykował za żucie gumy. Jeśli zapalisz, także nikt nie będzie się za bardzo sprzeciwiał. A przecież obgryzanie paznokci jest mniej szkodliwe - właściwie wcale nie jest szkodliwe.
To niewinna przyjemność. Wygląda nieładnie i trochę dziecinnie, ale to wszystko. Jednak starasz się tego nie robić.
Musisz nauczyć się żyć bardziej energicznie, to wszystko, a przyzwyczajenia te znikną. Więcej tańcz, śpiewaj, pływaj, chodź na długie spacery. Wykorzystaj swoją energię w kreatywny sposób. Przejdź od minimum do maksimum. Żyj bardziej intensywnie. (...)
Postępuj tak przez kilka tygodni, a z zaskoczeniem zauważysz, że obgryzanie paznokci zniknie samo. Teraz masz ciekawsze rzeczy do robienia - kogo interesowałyby paznokcie? Zawsze patrz na przyczynę, a nie na objaw, który z niej wynika.

Człowiek może funkcjonować za pośrednictwem trzech ośrodków: pierwszym jest głowa, drugim serce, a trzecim pępek. Jeśli funkcjonujesz z pozycji głowy, wytwarzasz coraz więcej myśli. Ale są one nieskonkretyzowane, to zwyczajne bajanie; obiecują wiele, lecz nic nie dają.
Umysł jest wielkim oszustem i dysponuje wielkimi możliwościami wodzenia nas na manowce - potrafi „przewidywać". Może stworzyć ci złudę jakiejś utopii czy pragnień i powtarzać nieustannie: „To zdarzy się jutro" - choć nie zdarzy się nigdy! Bo nigdy nic nie dzieje się w głowie. Głowa nie jest tym miejscem, w którym cokolwiek może się wydarzyć.
Drugim ośrodkiem jest serce. Jest ono centrum uczuć - dzięki niemu czujesz. Jesteś bliżej domu; jeszcze nie w domu, ale bliżej. Kiedy czujesz, jesteś pełniejszy, jesteś bardziej namacalny. Kiedy czujesz, istnieje szansa, by coś się zdarzyło. Taka możliwość nie istnieje w głowie; w sercu - choć jest niewielka -jednak istnieje.
Ale serce także nie daje nam dostępu do tego, co rzeczywiste. To umiejscowione jest jeszcze głębiej, w pępku. W ośrodku bycia.
Myślenie, odczuwanie i bycie - oto trzy ośrodki. Czuj więcej, a wówczas zaczniesz mniej myśleć. Nie walcz z myśleniem, ponieważ walka taka też będzie tworzeniem nowych myśli, myśli o walce. Twój umysł jest w tym niepokonany.
Gdy wydaje ci się, że wygrałeś, będzie to tak naprawdę zwycięstwo twojego umysłu; jeśli przegrasz, to ty zostaniesz pokonany. Jesteś skazany na porażkę, nie walcz więc z myślami. Jest to daremne.
Zamiast walczyć z myślami, skieruj swoją energię na odczuwanie: raczej śpiewaj, niż myśl; raczej kochaj niż filozofuj; czytaj raczej poezję niż prozę. Tańcz, obserwuj naturę i cokolwiek robisz, rób to z sercem.

Człowiek musi nauczyć się funkcjonować również z tym, co w nim negatywne. Tylko wtedy może stać się całością.
Wszystkim nam zależy na doznawaniu samych rzeczy pozytywnych.
Gdy jesteś szczęśliwy, akceptujesz to; gdy jesteś nieszczęśliwy, wypierasz to. Ale łączysz w sobie te dwa stany.
Gdy wszystko idzie do przodu, czujesz się świetnie; gdy wszystko zatrzymuje się, staje, czujesz się jak w piekle.
Ale musisz zaakceptować obie emocje.
Tak wygląda życie: składa się i z piekła, i z nieba. Rozdzielanie ich jest fałszem. Nie ma nieba gdzieś na wysokości, a piekła gdzieś w dole. Oba są tutaj. W jednej chwili czujesz się jak w niebie, w następnej - jak w piekle.
Trzeba poznać negatywny aspekt siebie i odprężyć się w jego obecności. Wtedy pewnego dnia ze zdziwieniem przekonasz się, że te negatywne cząstki dodają życiu smaku. Nie są niezbędne, ale dodają życiu przypraw. Inaczej byłoby nudne i monotonne. Sam pomyśl: jesteś coraz szczęśliwszy, coraz szczęśliwszy, coraz szczęśliwszy... Co później? Momenty smutku przynoszą zapał, chęć poszukiwania i przygód. Odzyskujesz apetyt. Powinieneś funkcjonować całą pełnią siebie. Akceptować dobre i złe strony. Nie ma sposobu na pozbycie się czegokolwiek. Nikt nigdy nie pozbywa się niczego, można się tylko nauczyć wszystko akceptować. Wtedy pojawia się harmonia pomiędzy ciemnością i światłem, i jest ona piękna. Dzięki kontrastom życie staje się harmonijne.
Staraj się wykorzystać każdy moment. Nie stwarzaj problemów. Nie zastanawiaj się: „Co powinienem zrobić, aby przestać odczuwać lęk?" Gdy czujesz się zdenerwowany, bądź zdenerwowany! Gdy jesteś nieszczęśliwy, bądź nieszczęśliwy i nie rób wokół tego zbyt wiele szumu - po prostu bądź nieszczęśliwy; cóż więcej możesz zrobić?
To tak jak z pogodą: przychodzi lato i robi się gorąco; cóż możesz począć? Gdy jest upal, bądź rozgrzany i spocony, a gdy jest zimno, trzęś się i bądź zadowolony!
Powoli zauważysz rodzące się relacje między przeciwieństwami. A dzień, w którym zauważysz tę dwubiegunowość, będzie dniem zrozumienia i objawienia.

W buddyzmie stosuje się metodę znaną jako „trzykrotne odnotowanie". Jeśli pojawia się problem [emocjonalny] - na przykład jeśli ktoś poczuje nagle potrzebę seksualną, chciwość lub gniew - należy trzy razy potwierdzić jego istnienie. Jeśli rodzi się gniew, uczeń musi w myślach wypowiedzieć trzy razy: „Gniew... Gniew... Gniew", aby w pełni go zauważyć, aby nie umknął on świadomości. I tyle. Następnie wraca do swojego zajęcia. Nie robi nie z samym gniewem, po prostu trzykrotnie go zauważa.
TO przepiękna praktyka.
Gniew znika, gdy uświadomisz sobie I potwierdzisz jego istnienie Nie może cię zalać - byłoby to możliwe tylko wtedy, gdybyś nie był go świadomy, Trzykrotnie zaobserwowanie jego obecności buduje w tobie świadomość, która dystansuje cię od gniewu. Możesz go zobiektywizować, ponieważ on jest „tam", a ty jesteś „tu". Budda nauczał, by czynić tak zawsze.
Zwykle wszystkie kultury i cywilizacje uczyły nas, aby dusić problemy. Stopniowo stawaliśmy się więc ich nieświadomi - do tego stopnia, że o nich zapomnieliśmy, wydaje się nam, że nie istnieją.
Właściwe postępowanie jest odwrotne. Uświadom sobie problem, a gdy będziesz się na nim koncentrował, rozpłynie się.

Będąc z kimś, zawsze pamiętaj, że może to być wasz ostatni raz.
Nie zmarnuj go na bzdury, nie twórz konfliktów, które nic nie znaczą. Gdy zbliża się śmierć, wszystko inne traci znaczenie.
Gdy ktoś zrobi czy powie coś, na co ty się zdenerwujesz, pomyśl o śmierci. Wyobraź sobie śmierć tego człowieka albo własną - jakie znaczenie będzie wtedy miało to, co ta osoba powiedziała? Mógł mieć na myśli coś zupełnie innego. Może uraziła cię jedynie twoja interpretacja? Na sto problemów, dziewięćdziesięciu dziewięciu winna jest nasza interpretacja.
Ilekroć z kimś jesteś, pamiętaj też, że nie jest to ta sama osoba co poprzednio, ponieważ wszystko ulega zmianom.
Nie można dwa razy wejść do tej samej rzeki.
Nie można dwa razy spotkać tej samej osoby.
Będziesz odwiedzać swoją matkę, ojca, braci, siostry i przyjaciół - ale oni na pewno się zmienili.
Nic nie pozostaje takie samo. Ty również się zmieniłeś, nie będziesz tą samą osobą; również dlatego ludzie wydadzą ci się inni.
Jeśli będziesz pamiętać o tych dwóch sprawach, miłość będzie mogła rozkwitnąć.
Zawsze spotykając się z kimś, traktuj wasze spotkanie jak pierwsze.
I zawsze traktuj je tak, jakby miało być ostatnim. Tak to właśnie jest.
Wtedy te krótkie chwile razem mogą stać się cudownym spełnieniem.

 

...  na podstawie - "Apteka dla duszy" - OSHO
...  obraz kanadyjskiego malarza Emaniuela Garanta.