17 października 2011

Boska strona seksu


A przy okazji, czas, abyśmy zastanowili się wspólnie nad tym, co to znaczy, że coś przynosi ci zadowolenie.
Poddaję się. Co?
“Zadowolenie” to wołanie duszy: “Oto kim naprawdę jestem!”
Czy pamiętasz, jak nauczyciel na lekcji sprawdzał obecność, wyczytywał nazwiska, a gdy doszedł do twojego, musiałeś odpowiedzieć: “Obecny!”

Pamiętam.
Wiec stan “zadowolenia” to sposób, w jaki dusza mówi ci: “Obecna!”,
Wiem, że idea “robienia tego, co daje zadowolenie” jest wyśmiewana przez ludzi, którzy twierdza, że ta droga prowadzi prosto do piekła. Lecz Ja powiadam, że to droga do nieba!

Oczywiście, wiele zależy od tego, co daje zadowolenie, jakiego rodzaju doświadczenie sprawia ci przyjemność. Ale Ja zapewniam cię, że żaden postęp duchowy nie dokonał się jeszcze przez wyrzeczenie. Jeśli masz się rozwinąć, to na pewno nie dzięki temu, że skutecznie odmawiałeś sobie przyjemności, lecz dzięki temu że sobie na nie pozwoliłeś – i przez to odkryłeś coś jeszcze większego. Albowiem jak możesz poznać, że coś jest “większe”, jeśli nigdy nie zasmakowałeś “mniejszego”?
Religia kazałaby ci to przyjąć na wiarę. Dlatego wszystkie religie ostatecznie zawodzą.
Dla odmiany Duchowość zawsze skutkuje.
Religia żąda, abyś uczył się z doświadczenia innych. Duchowość nalega, abyś szukał własnego.
Religia nie może znieść Duchowości. Nie może się z nią pogodzić.  

Gdyż Duchowość może doprowadzić do wniosku odmiennego od tego, który głosi dana religia, a tego żadna znana religia tolerować nie może.
Religia zachęca cię do zgłębiania cudzych myśli i uznania ich za swoje. Duchowość zaleca odrzucenie cudzych poglądów i kształtowanie własnych.
“Zadowolenie” to sposób, w jaki mówisz sobie, że twa ostatnia myśl była prawdą, ostatnie słowo mądrością, ostatni uczynek miłością.
Aby ocenić, jakiego postępu dokonałeś, aby zmierzyć, jak dalece się rozwinąłeś, przyjrzyj się po prostu temu, co daje ci zadowolenie.
Nie przyspieszysz tempa swojej ewolucji odmawiając sobie tego, co przynosi ci zadowolenie, odpychając to od siebie.
Wyrzeczenie to zniszczenie.

Wiedz jednak i to – regulacja nie oznacza wyrzeczenia. Dostosowywanie swojego zachowania to wybór postępowania zgodnie z tym, jaki aspekt siebie pragniesz wyrazić. Jeśli głosisz poszanowanie praw innych ludzi, wówczas postanowienie, że nie będziesz kradł, gwałcił czy rabował, w żadnej mierze nie oznaczać będzie “samowyrzeczenia”. Stanie się samopo-twierdzeniem. Dlatego miara twojego rozwoju jest to, co przynosi ci zadowolenie.
Jeśli jest to zachowanie nieodpowiedzialne, szkodzenie czy sprawianie bólu innym, wówczas nie posunąłeś się daleko w swojej ewolucji.
Kluczowe znaczenie ma świadomość. Dlatego ważnym obowiązkiem, który spoczywa na starszych, jest uświadamianie młodych członków społeczności. Podobnie też do zadań posłańców Boga należy podnoszenie świadomości wszystkich ludzi, aby zrozumieli, iż to, co dzieje się jednemu, dzieje się zarazem wszystkim – gdyż wszyscy stanowimy Jedność.
Gdy wychodzisz z założenia, że “wszyscy stanowimy Jedność”, właściwie niemożliwe jest znajdywanie przyjemności w ranieniu innych. 

Znika tak zwane “nieodpowiedzialne zachowanie”. W tak właśnie wytyczonych ramach istoty ewoluujące pragną doświadczać życia. W obrębie tych właśnie wyznaczników nakazuje ci korzystać z wszystkiego, co życie ma do zaofiarowania – i przekonasz się, że oferta życiowa przekracza twoje najśmielsze wyobrażenia.
Jesteś tym, czego doświadczasz.

Doświadczasz tego, co wyrażasz.
Wyrażasz to, co masz w sobie.
Masz w sobie to, na co sobie pozwalasz.
To piękne – ale czy możemy powrócić do wyjściowego pytania?
Tak. Stworzyłem dwie płci z tego samego powodu, dla którego nadałem yin i yang każdej rzeczy – w całym wszechświecie! Płeć żeńska i płeć męska to przejaw powszechnego podziału na yin i yang. Najwspanialszy żywy tego wyraz istniejący w waszym świecie.
Są formą, jedna z wielu fizycznych form, yin i yang.
Yin i yang, tu i tam… to i tamto… góra i dół, ciepłe i zimne, małe i duże, szybkie i powolne – materia i antymateria…
To wszystko potrzebne jest w doświadczeniu życia, jakim je znasz.

Jak możemy najlepiej wyrazić to coś, co nazywamy energią seksualną?
Czule. Otwarcie. Radośnie. Figlarnie. Wyzywająco. Romantycznie. Z pasja. Z boskościa.
Na wesoło. Spontanicznie. Wzruszająco. Twórczo. Bez skrępowania. Zmysłowo.
I ma się rozumieć, często.

Niektórzy twierdzą, że jedynym uzasadnieniem ludzkiej seksualności jest prokreacja.
Bzdura. Dawanie życia to w większości przypadków szczęśliwe następstwo erotycznego zbliżenia, a nie z góry powzięte zamierzenie. Twierdzenie, że seks służy wyłącznie do robienia dzieci to w najlepszym razie naiwność, a nieunikniony wniosek stad płynący, iż dlatego właśnie należy powstrzymać się od dalszych kontaktów, gdy zostanie poczęte ostatnie dziecko, to coś jeszcze gorszego od naiwności.
To gwałt zadany ludzkiej naturze – naturze, która Ja was przecież obdarzyłem.
Seksualna ekspresja to nieuchronny skutek odwiecznego procesu przyciągania, rytmicznego przepływu energii, który napędza wszelkie życie.

Każda rzecz nosi w sobie wbudowaną przeze Mnie energie, która rozsyła swój sygnał na cały kosmos.
Wszystko, ludzie, zwierzęta, rośliny, kamienie, drzewa, każdy fizykalny byt emituje energie, niczym nadajnik radiowy.
Ty też ślesz w tej chwili energie – nadajesz ja we wszystkie strony z samego środka swej istoty. Energia ta – czyli ty – rozchodzi się na zewnątrz w postaci fal. Przenika ściany, wznosi się ponad szczyty gór, ponad księżyc, w nieskończoność. Wieczność. Nigdy, ale to nigdy nie zanika.
Zabarwia te energie każda myśl, jaka kiedykolwiek miałeś. (Kiedy o kimś myślisz, osoba ta może to wyczuć, pod warunkiem, że jest dostatecznie wrażliwa.) Kształtuje ja każde słowo, jakie kiedykolwiek wypowiedziałeś. Wpływa na nią każdy twój uczynek.
Wibracja, prędkość, długość i częstotliwość fal, jakie nadajesz, ulegają ciągłym przesunięciom zgodnie ze zmianami, jakie zachodzą w twoich nastrojach, uczuciach, myślach, słowach i działaniach.
Mówi się nieraz, że ktoś “wysyła dobre wibracje”, i to prawda. To bardzo dokładne nazwanie rzeczy po imieniu!
To samo jednak robi cała reszta ludzi. Stad “eter”, “atmosfera” miedzy wami naładowana jest energia. Ma ona postać Macierzy krzyżujących się i splatających osobistych wibracji, które razem tworzą strukturę o niepojętej wręcz dla ciebie zawiłości.
Ten splot to połączone pole energetyczne, w obrębie którego żyjesz. Jego moc oddziałuje na wszystko. Włącznie z tobą.
Ty wysyłasz nowe wibracje, powstałe pod wpływem dochodzących do ciebie wibracji, na działanie których jesteś wystawiony, a te z kolei wzbogacają i przeobrażają Macierz – która z kolei wpływa na pole energetyczne wszystkich pozostałych, a tym samym na wibracje przez nich wysyłane, i w relacji zwrotnej ponownie na Macierz – która oddziałuje na ciebie… i tak w kółko.
Myślisz może, że to czysta fantazja – ale czy nie zdarzyło ci się choć raz wejść do pokoju, w którym atmosfera “była tak naładowana”, że aż “sypały się iskry”?
Albo może słyszałeś kiedyś o dwóch naukowcach pracujących nad tym samym zagadnieniem niezależnie od siebie – na przeciwległych krańcach globu -którzy w tym samym czasie nagle odkryli rozwiązanie?
To powszechne zjawiska, oczywiste przejawy Macierzy.
Macierz stanowi potężny wibrację – może bezpośrednio wpływać na zjawiska i przedmioty, a nawet je stwarzać.
(“Gdzie dwóch lub trzech zgromadzi się w imię Moje…”)
Psychologia nazwała tę Macierz energii “Zbiorową Świadomością”. Oddziałuje ona na wszystko, co zachodzi na planecie: perspektywę wojny i nadzieję na pokój, zaburzenia geofizyczne i spokój na powierzchni globu, rozległą epidemię i powszechne zdrowie.
Wszystko to skutek świadomości.
Tak samo zresztą jak konkretne zdarzenia i okoliczności twojego życia.

To fascynujące, ale jak się to ma do seksu?
Cierpliwości. Właśnie do tego zmierzam.
Cały świat wymienia nieustannie energię.
Twoja energia napiera na całą resztę. Cała reszta dotyka ciebie. Ale oto ma miejsce rzecz szczególna. W pewnym punkcie w połowie odległości między tobą a wszystkim innym – te energie się stykają.
Wyobraźmy sobie na przykład dwie osoby znajdujące się w tym samym pomieszczeniu, w przeciwległych jego końcach. Przyjmijmy, że mają na imię Tom i Mary.
Energia Toma śle swe sygnały w kosmos wokół niego. Część tych fal trafia w Mary.
Jednocześnie Mary nadaje własną energię – której jakaś wiązka uderza w Toma.
Lecz te energie spotykają się ze sobą w sposób, na który nigdy byś nie wpadł. Krzyżują się w połowie drogi między Tomem i Mary.
Tam łączą się ze sobą (są to zjawiska fizyczne, wymierne, wyczuwalne) i tworzą nową jednostkę
energii, którą nazwiemy “Tamary”. To wspólna energia Tama i Mary.
Tom i Mary równie dobrze mogliby ja nazwać Ciałem Pomiędzy Nimi – gdyż w istocie jest ciałem energetycznym, do którego oboje są podłączeni, które oboje zasilają energia i które z kolei śle sygnały zwrotne do swych “mocodawców” po linii czy łączu, które zawsze występuje w Macierzy, jest warunkiem jej istnienia.
Doświadczenie “Tomary” staje się prawdą Toma i Mary. Święta Komunią, do której oboje zmierzają. Czują bowiem, za pośrednictwem “łącza”, wzniosłą radość Błogosławionej Unii, Zespolenia, Ciała Pomiędzy.
Tom i Mary, oddzieleni od siebie, wyczuwają, co dzieje się w Macierzy. Oboje czują przemożny pociąg ku temu doświadczeniu. Chcą zbliżenia Natychmiast!
Odzywa się jednak wcześniejszy “trening”. Świat nauczył ich, że trzeba zwolnić tempo, wstrzymać się, chronić się przed możliwym “bólem”, że nie należy ufać uczuciom.
Lecz dusza… pragnie poznać Tomary” – Jeśli są szczęściarzami, zdobędą się na to, aby przezwyciężyć obawy i uwierzyć, że miłość jest wszystkim, co istnieje.
Nieodwracalnie lgną oboje do Ciała Pomiędzy. Doświadczają TOMARY na poziomie metafizycznym, teraz dążą do doznania fizycznego. Zbliżają się. Ale nie do siebie, jak może się wydawać postronnemu obserwatorowi. Każde z nich stara się dotrzeć do TOMARY, do tego miejsca Boskiego Zespolenia, które już między nimi istnieje. Do miejsca, gdzie jak
już wiedzą, stanowią Jedność – gdzie wiedzą też, co to znaczy Być Jednością.
Zbliżają się więc do tego “uczucia”, którego doznają i w miarę pokonywania rozdziału, w miarę “skracania sznura”, energia, którą oboje wysyłają do TOMARY, ma do przebycia krótszą drogę i w związku z tym osiąga coraz wyższe natężenie.
Posuwają się ku sobie, odległość maleje, natężenie rośnie. Jeszcze bliżej. Raz jeszcze wzmaga się napięcie.
Teraz dzieli ich ledwie metr. Ciało Pomiędzy nimi jest rozgrzane do czerwoności. Wibruje z niesamowita prędkością. “Łącze” biegnące do i od TOMARY jest grubsze, szersze, jaśniejsze, rozpalone od przekazu niewiarygodnej energii. Oboje, jak to się mówi, “płoną z pożądania”. I rzeczywiście.
Zbliżają się.
Teraz już się stykają.
Wrażenie jest piorunujące. Wyśmienite. W dotyku wyczuwają całą energię TOMARY – całą skondensowaną, zespoloną substancję ich Złączonego Bytu.
Jeśli wyzwolisz w sobie swą najwyższą wrażliwość, odczujesz tę subtelną, wzniosłą energię w postaci “mrowienia” – mrowienie to może się rozejść po całym ciele – lub jako gorąco – gorąco, które nagle może objąć całe twoje ciało, lecz które pozostaje skupione w dolnej czakrze, ośrodku energii.
Obejmują się i dzieląca ich szczelina niemal zanika – Tom, Mary i Tomary prawie się ze sobą pokrywają. Tom i Mary chcą poczuć między sobą Tomary – chcą się z nią stopić. Stać się Tamary w postaci fizycznej.
Przystosowałem do tego odpowiednio ciała kobiet i mężczyzn.
Ciała Toma i Mary są już do tego gotowe. Ciało Toma może wniknąć w Mary. Ciało Mary jest przygotowane na przyjęcie Toma w sobie.
Mrowienie i gorąco osiągają nieznośna intensywność. Nie sposób tego opisać. Dwa ciała zespalają się. Tom, Mary i Tamary staja się Jednością. Jednym ciałem.
Dalej trwa przepływ energii miedzy nimi. Namiętny. Zapamiętały.
Nie mogą się sobą nasycić, pragną być wciąż bliżej, wciąż bliżej. BLIŻEJ.
Eksplodują – dosłownie – ich ciała ogarnia konwulsja. Wibracja dociera aż po koniuszki palców. W chwili gdy oboje wybuchnęli jednością, poznali Boga i Boginie, Alfę. i Omegę, Wszystko i Nic – Istotę życia – Doświadczenie Tego, Co Jest.
Biorą w tym również udział procesy organiczne. Dwoje stało się Jednym – często powstaje w wyniku tego trzecia istota, w postaci fizycznej.
W ten sposób stworzone zostało podobieństwo i obraz TOMARY. Ciało z ich ciała. Krew z krwi!
Oboje dosłownie dali początek życiu!
Czyż nie mówiłem, iż jesteście jako Bogowie?

To najpiękniejszy opis ludzkiej seksualności, jaki kiedykolwiek słyszałam.


Fragment: Rozmowy z Bogiem Tom II, N.D. Walsch

8 października 2011

ŻYJ ŚWIADOMIE !


W gorzkim pocie naszych lic
Pan chleb jeść nam każe.
W pocie lepiej nie jeść nic,
Radzą nam lekarze.
Słońce, ten hultajski widz,
Z drwiącą patrzy miną.
W gorzkim pocie naszych lic
Pijmy lepiej wino. 
Nietzche
 

 Żyjemy jakbyśmy mieli nieograniczoną ilość czasu.
Bawimy się, kłócimy, zabijamy czas, gonimy za sukcesem, przygniata nas poczucie obowiązku.
Zachowujemy się jakbyśmy mogli powtarzać wciąż te same błędy, choć skutki bolą. Ból jest sygnałem, że coś przeoczyłeś.
Jak ból zęba oznacza – idź do dentysty, tak ból emocjonalny oznacza – coś przeoczyłeś, zatrzymaj się, przyjrzyj się.
Coś trzeba zmienić. Co? Już ty najlepiej wiesz i tylko się oszukujesz, że to za trudne lub nieosiągalne.
Co naprawdę jest w życiu ważne?
Czego naprawdę chcesz? 
Ile w twoim życiu radości, piękna, szczęścia?
Czego ci potrzeba abyś był szczęśliwy?
Co powstrzymuje cię przed byciem szczęśliwym teraz?
Czy komuś nie wybaczyłeś?
Czy wybaczyłeś sobie?
Czy to co ważne jest obecnie w twoim życiu czy zepchnąłeś je na dalszy plan? Kiedy chcesz to zrealizować?
Kiedy chcesz być szczęśliwy?
Później, za tydzień, za pół roku, nigdy?
Kiedy mówisz – później – pozwalasz, by umysł cię zwodził. Nie ma przyszłości ani przeszłości, jest tylko TERAZ.
Później znaczy nigdy. Jeśli to co ważne wydaje się tak dalekie, że nieosiągalne podejmij decyzję – podejmij ją TERAZ.
Chcesz tego czy nie?
Jeżeli mówisz – chcę, ale to niemożliwe, to opowiadasz sobie historie, usprawiedliwiasz swój brak decyzji, determinacji, działania. To tylko wykręty.
Jak zachowujemy się w stosunku do innych ludzi?
Jakie to przynosi skutki? Ile w nas zrozumienia dla drugiej istoty, też uczącej się, borykającej się z własnym brakiem zrozumienia?
Jeśli ktoś ciebie atakuje, zatrzymaj się na chwilę zanim się odgryziesz. Popatrz na niego ze współczuciem. To jego problem i zatruwa mu życie o wiele bardziej niż tobie – ciebie atakuje przez pięć minut, jego zjada przez całe życie. Czy musisz z nim walczyć, udowadniać swoją rację?
Gdy twój umysł się zakręci w złości, w nieustannym pędzie do udowodniania, zatrzymaj się. Powiedz – stop.
Co by było gdybyś miał umrzeć jutro?
Czy twoja racja jest nadal tak ważna?
Nie pozwól by umysł używał cię jak swojego narzędzia. Jeśli podejmujesz decyzję, a potem pozwalasz, by umysł zaczął swoje dywagacje – co będzie przeszkodą, co się nie uda i dlaczego to takie trudne – zatrzymaj go.
Czy to cię buduje?
Umysł jest jak pies, rzuć mu piłkę i zacznie szukać. Wybierz mu kierunek, który ci odpowiada.
Możesz zapytać – dlaczego mi się to uda?
Jakie umiejętności sprawią, że to będzie proste?
Kto może mi pomóc? Z jakich zasobów mogę skorzystać? Dlaczego mi tak świetnie idzie? Co mogę zrobić by było jeszcze lepiej?
A najlepiej naucz go milczeć. Pozwól by wypowiedziały się inne twoje części – bo masz wiele części, tylko ich często nie zauważasz, przygnieciony bezustanną paplaniną umysłu. Stawiasz sobie cel i nie pozwalasz umysłowi szukać rozwiązania – celowo. Bo wszystko co znajdzie, będzie pochodzić z przeszłości, ze starych zdartych płyt. Chcesz powtórki? Użyj umysłu.
Pół godziny ciszy umysłu jest bezcenne.
Usiądź wygodnie w cichym spokojnym miejscu, zamknij oczy, wsłuchaj się w swój oddech. Żadnej muzyki, żadnych dodatkowych wrażeń. Nie siłuj się z umysłem. Myśli będą przychodzić i odchodzić, obserwuj je jak chmury na niebie, nie podążaj za nimi, wsłuchaj się w oddech.
Nie udaje się od razu – nie szkodzi, spróbuj jeszcze raz i jeszcze raz. Ćwiczenie czyni mistrza. Gdy dojdziesz do mistrzostwa, obserwacja kilka głębokich oddechów przyniesie ci stan spokoju, gdziekolwiek jesteś, cokolwiek robisz.
To proste ćwiczenie, ale bardzo pomocne. Problemy gdzieś odpłyną, sprawy nie cierpiące zwłoki okażą się nie takie ważne, będziesz miał więcej energii, nagle przyjdą rozwiązania, których nie mogłeś zobaczyć. Będą proste, jasne, będziesz wiedział, że to te właściwe. Będziesz to czuł. Żadnej galopady w umyśle, żadnego niepokoju. Cisza, radość. Życie jest takie proste.
Jeśli będziesz stosował to ćwiczenie przez miesiąc, twoje życie zacznie się zmieniać. Zaczniesz inaczej widzieć świat, stanie się on prostszy, przyjaźniejszy. Jeżeli masz jakiś problem – zapytaj – jak mam to rozwiązać? I zostaw. Pytanie rzucone w przestrzeń, rozejdzie się jak fale na wodzie, rozwiązanie przyjdzie samo – jako myśl, książka, film, jedno zdanie wypowiedziane przez „przypadkowego” przechodnia, inspiracja do działania.
Nie namawiam cię, żebyś przestał zupełnie używać umysłu – to bardzo pożyteczne narzędzie i kształcenie go zajęło nam wiele czasu i wysiłku. Zdrowy rozsądek jest zawsze nieoceniony.
Rozumienie, że Wszechświat ma swoje prawa i lepiej je poznać, niż próbować działać wbrew nim, jest bezcenne. Tyle, że jak każde narzędzie ma swoje ograniczenia.
Czy używałbyś laptopa do kopania ogródka? Możesz, ale wynik będzie mizerny. Tak samo dzieje się, gdy próbujemy zaangażować umysł w każde działanie – nie wszystko jest jego dziedziną.
Rzeczy zaczynają się wtedy komplikować, problemy rosną, i zamiast pójść do przodu, widzimy przed sobą same kłopoty, mamy ból głowy i zero energii. Używając umysłu z umiarem oszczędzasz energię – przyda ci się na szczęśliwe życie!
Rozpoznaj swoje emocje. Zacznij je obserwować. Są niewyczerpanym źródłem informacji.
Nauczono nas dzielić emocje na dobre i złe, i że najlepiej to ich nie okazywać. Jeśli je blokujesz, jesteś jak zakorkowana butelka, do której wciąż wtłaczane jest powietrze. Kiedyś wybuchnie i cię porani. Nie mówię, że okazywanie złości jest zdrowe i gdy nakrzyczy na ciebie szef, to dobrze jest odreagować na swoim dziecku. Jednak, gdy zauważysz w sobie złość i ją zneutralizujesz, następnym razem twoja reakcja będzie spokojniejsza.
Emocje to świetne znaki ostrzegawcze, ale kiepskie drogowskazy”.
Najprostszą metodą na trudne emocje jest obserwacja.
Gdy masz wolne dziesięć minut, przywołaj ją.
Gdzie odczuwasz ją w ciele? W którym miejscu? Jaki ma kolor? Kształt? Wielkość? Czy się porusza? Czy wydaje dźwięk?
Obserwuj ją i odczuwaj przez chwilę. Po chwili zapytaj – czy coś się zmieniło? Obserwuj zmianę. Po chwili powinna się rozpuścić.
Powtórz to jeszcze kilka razy, jeśli jeszcze coś się pojawia. Potem zadaj sobie pytanie – dlaczego tak zareagowałam? Jaka myśl towarzyszyła tej emocji? Czy czuję się bezbronna? Jak mogę to zmienić?
Trudne, zapiekłe emocje, z którymi zmagamy się do lat, poddają się łatwiej przy użyciu EFT. Ta metoda rozpuszcza zapiekłe skorupy emocji nawarstwione przez lata.
Zaprzyjaźnij się z ciałem. Twoje ciało ma w sobie ogromną mądrość, tylko trzeba zacząć jej słuchać. Wie, jakie pokarmy są dla niego najlepsze, daje ci za każdym razem znać, gdy robisz coś, co ci szkodzi – bólem głowy, serca, wątroby. A ty jak reagujesz? Bierzesz tabletkę znieczulającą? Przestało cię boleć, ale nie usunąłeś przyczyny. Można być chorym i stłuc termometr, ale po co?
Zainwestuj w swoje narzędzie, ono wspiera cię cały czas w twojej pracy – daj mu trochę ruchu, odpoczynek na łonie przyrody. Pędzle czyścisz i suszysz po malowaniu, może więcej czasu spędzasz na prasowaniu ubrań niż opieką nad swoim ciałem.
Intuicja – przez lata wyśmiewana, jest bardzo pomocna zwłaszcza, gdy chcemy zrobić coś nowego. Spokojna pewność, co mamy zrobić, ma w sobie ogromną moc.
Umysł przewiduje na podstawie znanego, zakładamy, że świat będzie zawsze taki, jaki był, ale on się cały czas zmienia, płynie. Co chwilę dzieje się coś nieoczekiwanego. A intuicja – czasem zwana synchronicznością – wie. Trzeba nauczyć się jej używać, bo to co wydaje się intuicją może być wytworem umysłu. Ale każdy z nas pamięta moment gdy wewnętrznie wiedział – i to się sprawdziło. Przywołaj tą chwilę, będzie ci drogowskazem. Nawet jeśli się pomylisz w nauce korzystania z intuicji, nie szkodzi. Nauczysz się odróżniać głos umysłu, gdy próbuje się pod nią podszyć – zwykle towarzyszy temu kołowrót w głowie i wewnętrzny niepokój.
Tak to się objawia u mnie, u ciebie może być inaczej. Warto poświęcić trochę czasu, by nauczyć się swojego języka komunikacji.
Intuicja mówi cichym głosem – gdy włączysz radiostację umysłu, telewizję i radio, to na pewno jej nie usłyszysz. Kiedy się wprawisz w słuchaniu jej – to nie jest bierne zajęcie, ona zwykle nawołuje do działania i coś trzeba zrobić, czasem niezwykłego lub niekonwencjonalnego – poprowadzi cię lekką ręką, a jej głos stanie się wyraźny.
A decyzja ludzka jest święta. Tak, święta. Jeśli coś na tym świecie jest święte, to tylko ludzka decyzja. Nic jej się nie oprze. Cały świat układa się tak, by wypełniła się decyzja.
Ktoś zapyta – a jeśli się nie spełniła? Jeśli podjąłeś decyzję i podważyłeś ją tysiącem wątpliwości, to sam sobie zaprzeczyłeś. Jeśli masz wewnętrzny opór i sądzisz, że to niemożliwe – dajesz światu sygnał – nie chcę tego. Jeśli chciałeś sobie zaszkodzić, zrobić coś, co nie będzie ci służyć – sam siebie chronisz. Jeśli nic nie zrobiłeś, aby ją zrealizować – cóż, krasnoludki, książęta na białych koniach oraz zbawcy istnieją tylko w bajkach. W życiu jak w życiu, bez pracy nie ma kołaczy.
Życie jest sztuką decyzji.
Cały czas dokonujemy wyborów, po skutkach widzimy które były dobre, a gdzie mamy miejsce na poprawę. Czego się nauczyłem? Jakie wyciągnąłem wnioski? Co można zrobić lepiej, a czego lepiej nie powtarzać? Reszta jest milczeniem, wybacz sobie i i poproś o wybaczenie innych, jeśli myślą, że ich skrzywdziłeś – wszyscy się uczymy (oby!).
Cały czas opiekujemy się sobą jak kochająca matka, prowadząca nas  tylko w doświadczenia, które czegoś nauczą, spowodują wzrost. Przejrzyj swoje życie – przeszedłeś przez wszystkie kryzysy, trudne chwile. Poradziłeś sobie. Zawsze miałeś środki na rozwiązanie problemów, zawsze ktoś podał ci pomocną dłoń. Wyzwania są cenną okazją aby wzrastać, poszerzać swoje umiejętności, elastyczność, rozumienie. Dzięki nim życie jest ciekawe.
Sam o nie prosisz i sam je sobie dajesz – zawsze na swoją miarę, zawsze jesteś w stanie im sprostać. Wszystko, czego potrzebujesz masz w zasięgu ręki – odpowiedzi, energię, umiejętności, zasoby, ludzi, którzy cię wesprą.  
Nie bój się. Żyj !

 Barbara Duda


 Aforyzmy życia

Krótkotrwałość życia nie wyperswaduje nam jego rozkoszy, ani nie pocieszy nas z powodu jego utrapień.


Kto widział maski na balu, jak nie znając się przyjaźnie ze sobą tańczą i trzymają się za ręce, aby za chwilę się puścić i nigdy już się nie widzieć i nie żałować tego, ten może wytworzyć sobie obraz świata.


Ludzie nie rozumieją się wzajemnie. Mniej jest błaznów niż się zdaje.


Ciągle się mówi, że życie jest krótkie, człowiek wszakże, jeżeli je dobrze wykorzysta, może zdziałać wiele.


Tysiąc milowa podróż rozpoczyna się od pierwszego kroku.


Sukces ma rodziców, tylko klęska jest zawsze sierotą.


Są trzy rodzaje wrogów: wróg, wróg przyjaciela i przyjaciel wroga.


Jak każde dzieło sztuki, życie wymaga by o nim myślano - Albert Camus
W każdym człowieku istnieje coś takiego jak wewnętrzny dysonans i niespójność. Każdy chciałby być dobry , a jedynie dokonuje czynów , których sam często nie rozumie.
      Dlaczego tak jest?
      Dlatego , że człowiek nie jest Bogiem , nie jest też aniołem , ani jakąś nad istotą , a jedynie małym pielgrzymem w długiej , dalekiej drodze swojego życia.
      Własne słabości , czynią go wyrozumiałym i łagodnym w stosunku do innych. Ktoś kto jest bezkrytyczny wobec samego siebie , będzie twardy i niezdolny wczuć się w innych. Nie będzie umiał nikogo pocieszyć , dodać odwagi i wybaczyć. Szczęście i przyjaźń tkwią tam , gdzie ludzie są wrażliwi , łagodni i delikatni w słowach , i wzajemni w kontaktach.
     Człowiek jest szczęsliwy wtedy , kiedy nie ugania się za szczęściem jak za motylem , lecz jest wdzięczny za wszystko , co dostaje. Jeśli poszukuje szczęścia zbyt daleko , to ma sytuację podobną jak z okularami. Nie widzi ich , a ma je przecież na nosie .Tak blisko! Jakże możemy być kiedykolwiek szczęśliwi , jeżeli zawsze wszystkiego oczekujemy od innych?
     Każdemu człowiekowi dane jest coś , czym potrafi innych uszczęśliwić.

22 września 2011

Obudź w sobie radość życia


Optymiści mają w życiu lepiej - są zdrowsi, wokół nich jest zawsze wielu przyjaznych ludzi i nawet w pracy szybciej awansują. Dlatego zamiast narzekać na zły los, uwierz, że także w tobie drzemią ogromne pokłady dobrego humoru. Spróbuj je odkryć.

Nie od dziś wiadomo, że Polacy to naród malkontentów. Mamy romantyczno-dramatyczne dusze i uwielbiamy narzekać. Na pytanie: "Co tam u ciebie?" zazwyczaj odpowiadamy bez namysłu: "Lepiej nie mówić", a depresja to w naszym kraju bardzo modna dolegliwość. Przynajmniej raz do roku po prostu wypada ją mieć.

Jednak, jak wynika z badań OBOP-u, ponad 84 proc. Polaków chciałoby mieć lepszy nastrój i częściej się uśmiechać. Okazuje się też, że aż 37 proc. potrafi mieć emocjonalne doły z powodu złej pogody, problemów rodzinnych (25 proc.), zawodowych (18 proc.), a także miejskich korków (7 proc.). Gdy dopada nas chandra, pocieszenia szukamy u przyjaciół albo w kuchni, serwując sobie "małą przekąskę". Efekt - obwód talii idzie w górę, a humor... w dół.

No cóż, nie jesteśmy tacy jak Amerykanie. Ich słynne "keep smiling" na nas nie działa, bo nie lubimy sztuczności i pozy. Moda zaś na pozytywne myślenie, gdy w gospodarce recesja, a na rynku pracy bezrobocie - po prostu w naszym kraju się nie sprawdziła.

Ale dość narzekania, czas poprawić sobie humor! Zamiast jednak szukać cudownej metody na dobry nastrój, skorzystaj z tego, co już masz. Nie lada potencjał drzemie we wszystkich. W każdym siedzi chochlik, który może wywołać uśmiech na twarzy nawet wtedy, gdy za oknem deszcz, a w sercu zmartwienie. Uwierz, że warto go obudzić.

Dlaczego warto być optymistą

Gdy jesteś uśmiechnięta, pogodna, pełna wiary we własne siły, to:

Mózg pracuje sprawniej i wydajniej. Gdy masz dobry humor, twój organizm produkuje więcej adrenaliny, która zwiększa czujność i uwagę, poprawia pamięć i kojarzenie, wpływa na zdolność uczenia się i kreatywność. Sprawia, że jesteś bardziej twórcza, szybciej podejmujesz decyzje i rozwiązujesz problemy.
Rzadziej chorujesz. Pozytywny nastrój zwiększa stężenie immunoglobulin i wzmaga aktywność histaminy, hormonu mobilizującego układ odpornościowy. Podwyższa także zawartość we krwi i skuteczność oddziaływania leukocytów, komórek obronnych organizmu.

Łatwiej radzisz sobie ze stresem. Optymista trudne sytuacje postrzega jako wyzwanie, a nie zagrożenie, które go paraliżuje. Ponadto dobry nastrój redukuje we krwi stężenie hormonów związanych z reakcją na stres. Dlatego ludzie pogodni po zdenerwowaniu szybciej wracają do równowagi.
Lepiej znosisz ból. Dobre samopoczucie zwiększa produkcję endorfin, tzw. hormonów szczęścia, które działają jak naturalne znieczulacze i rozweselacze.
Jesteś lubiana. Optymista potrafi rozładować napiętą atmosferę, załagodzić konflikt, skonsolidować grupę. Łatwiej nawiązuje bliskie, serdeczne związki z innymi ludźmi. Nie każdy jego dzień musi przypominać bajkę, ale z uśmiechem na twarzy po prostu łatwiej mu żyć.

Jak poprawić sobie humor

Optymizmu można się nauczyć, i to niekoniecznie zdobywając jakieś wyjątkowe umiejętności. Najważniejsze to podjąć decyzję, że chcemy żyć inaczej. Tupnij więc nogą i powiedz na głos: "Jestem gotowa na zmianę".

1. Po przebudzeniu nie myśl o czekających cię nudnych obowiązkach, męczącej pracy i fatalnej pogodzie, ale o czymś radosnym, np. swoich bliskich, ostatnich wakacjach czy miłym wieczorze w gronie przyjaciół. To bardzo ważne, bo dobry humor o poranku gwarantuje ci optymistyczny nastrój na cały nadchodzący dzień.

2. Myśl o swoich sukcesach, zwłaszcza gdy czegoś się obawiasz. Przypomnij sobie wszystkie, nawet najdrobniejsze rzeczy, które ostatnio ci się udały. Świadomość, że coś ci wyszło, doda ci sił i pewności siebie.

3. Stwórz własny kącik humoru. W pracy, w domu, wszędzie tam, gdzie spędzasz dużo czasu, wieszaj śmieszne rysunki, dowcipy. Otaczaj się ludźmi, którzy wprawiają cię w dobry humor, a ponuraków unikaj jak ognia.

4. Przynajmniej 20 minut dziennie przeznacz na zajęcia, które cię relaksują i nastrajają optymistycznie, np. słuchanie muzyki, plotki z przyjaciółką czy lektura przy filiżance aromatycznej kawy.

5. Pamiętaj, że wszystko ma dwie strony i staraj się zawsze widzieć tylko tę dobrą. Zamiast np. kląć pod nosem, stojąc w korku, pomyśl, że dostałaś ten czas w prezencie. Przeznacz go np. na miłe wspomnienia.

6. Nie bądź supermenką! Owszem, masz na głowie tysiące spraw, ale wygórowane ambicje i dążenie do perfekcjonizmu we wszystkich dziedzinach odbierają radość życia. Zrelaksowana, łatwiej sprostasz życiowym obowiązkom.

7. Bądź aktywna fizycznie. Nawet minimum sportu to olbrzymi zastrzyk energii. Dobre samopoczucie zapewni ci też dieta bogata w produkty podwyższające poziom serotoniny (np. banany, orzechy).
--

Źródło: Naj nr 15/2005

30 sierpnia 2011

Wiersze ... czyta Krzysztof Kolberger







Poezja ks. Jana Twardowskiego

                            

    Żal

Żal że się za mało kochało
że się myślało o sobie
że się już nie zdążyło
że było za późno

choćby się teraz pobiegło
w przedpokoju szurało
niosło serce osobne
w telefonie szukało
słuchem szerszym od słowa

choćby się spokorniało
głupią minę stroiło
jak lew na muszce

choćby się chciało ostrzec
że pogoda niestała
bo tęcza zbyt czerwona
a sól zwilgotniała

wszystko już potem za mało
choćby się łzy wypłakało
nagie niepewne

Śpieszmy się

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko to co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie że nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego

Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna
zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście
przychodzi jednocześnie jak patos i humor
jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej
tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu
jak dźwięk trochę niezgrabny lub jak suchy ukłon
żeby widzieć naprawdę zamykają oczy
chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzeć
kochamy wciąż za mało i stale za późno

Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze
a będziesz jak delfin łagodny i mocny

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą
i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości
czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą




Leśmian...... ;))

















Lubię szeptać ci słowa, które nic nie znaczą —
Prócz tego, że się garną do twego uśmiechu,
Pewne, że się twym ustom do cna wytłumaczą —
I nie wstydzą się swego mętu i pośpiechu.
Bezładne się w tych słowach niecierpliwią wieści —
A ja czekam, ciekawy ich poza mną trwania,
Aż je sama powiążesz i ułożysz w zdania,
I brzmieniem głosu dodasz znaczenia i treści...
Skoro je swoją wargą wyszepczesz ku wiośnie —
Stają mi się tak jasne, niby rozkwit wrzosu —
I rozumiem je nagle, gdy giną radośnie
W śpiewnych falach twojego, co mnie kocha, głosu.

29 sierpnia 2011

Przyjacielu...

Życzę Tobie
abyś był zawsze silny
abyś siłę wzmacniał swą
aby nigdy wokół Ciebie nie było smutku
abyś dumnie kroczył dziś 
abyś jutra był pewien
abyś miał dziś noc spokojną
a jutro piękny nowy dzień
a jutro nowe wyzwanie
a jutro inne spojrzenie
a jutro zaczynasz nowe życie 

Życzę sobie
abym miał tę wytrwałość
abym wyzbył się strachu
abym pojął mądrość i przysłużył się światu
abym złapał dzień wśród przyjaciół

Życzę nam
abyśmy mieli tak samo
abyśmy mogli wspominać to co kiedyś się stało
i nie zasmucać lic swych jasnych
abyśmy dali siły sobie i innym 

Życzę Tobie
abyś cieszył się życiem i kochał doskonale
abyś choć na kolanach  ale dumnie przed życiem szedł

Życzę sobie
nie wstydzić się siebie,
nie hamować przez strach
na przekór wszystkiego z uśmiechem zajrzeć do dawnych lat
ze śmiechem wspominać tamte dnie
ze śmiechem dobrze się bawić
ze śmiechem znów sobą
być
ze śmiechem iść w głąb swego życia

Życzę Tobie
obyś zawsze pamiętał, że życie jest takie jakie sam stworzysz
jak  dobierzesz tę drugą połowę jabłka
ona gdzieś jest tam gdzieś czeka
na pewno posiada piękną duszę
o takiej duszy i sercu jak Twoje .... 


A na końcu życzmy sobie My  pyszni tego świata, 
gdy Ci inni, niby lepsi spojrzą nam w twarz,
ostatnim tchem odrzućmy wszelką złość, 
skrzydłem białym wzlecimy i  z dłoni wypuśćmy biały światła snop
by oświetlić czarne dusze i wzlecimy wysoko w nadziei, 
wzlecimy śpiewnie, 
wzlecimy pięknie i w miłości.
Z upływem lat znajdujemy samych siebie 
tam gdzie nigdy nas nie było, 
odkrywamy pokorę, a z następnym dniem bardziej doceniamy kolejny.
Jesteśmy dla siebie sprawiedliwsi,
oddzieliliśmy własne żale od złudzeń, 
zapisaliśmy większość słów tych nie napisanych, 
ONE są teraz prawdziwsze.

„Nie można żyć gdybaniem, analizowaniem hipotetycznych wydarzeń.
Są one jedynie źródłem bólu, w którym się taplamy..."
 Eric-Emmanuel Schmitt

Wiersz ten - nie wiersz powstał około dwóch lat temu z wpisów wymienianych przez komunikator GG przez kilka miesięcy z Przyjacielem .

26 sierpnia 2011

O darze szczerego serca i złym prawie

Kto w obliczu ludzkiego nieszczęścia
ogląda się za sposobnością czerpania
korzyści godzien jest najwyższego potępienia.

Prastare prawo natury

Razu pewnego w kraju, który dobrze znacie, szedł wędrowiec - mój przyjaciel. Skory do psot no i figli. Szedł on do pobliskich Rygli. Rygla to mieścina mała, w której znaleźć coś zamierzał, ale z tego się nie zwierzał, więc ja nie wiedziałem po co tam szedł. Ów wędrowiec maszerując, tupał nogą podśpiewując - i rytmicznie podskakując. Każdy, kto go widział wtedy zapominał swojej biedy - zapominał swoje troski, na ten widok niemal boski. Bo wesoły nasz bohater w sercu budził miły wiater, który, jak się często zdarza, humorem innych zaraża. Uszedł tak już wiorst on wiele - minął lasy, minął strumień, a na mostku - tam przy drodze - stanął on na jednej nodze i tak patrzył w bystre wody. Dziwił się prawem przyrody. Zachwycał się harmonią tego prawa. Zadziwiała go cała ta sprawa. Bo jakże się tu nie dziwić? Wszak cud to jest prawdziwy, że ptaki latają, bo skrzydła mają. Ryby dla ciągłej ochłody nie wychodzą wcale z wody. Psy szczekają, muchy brzęczą, a dzieciaki ciągle broją, no a inni coś tam jęczą...
- Jęczą?! - rzekł wędrowiec zaskoczony treścią swojej opowieści - Wszak wesoło być tu miało! Jakie jęki? Co się stało?
Gdy rozejrzał się uważnie, skąd te jęki docierają, to zobaczył kobiecinę, która smutno zawodziła. Podszedł do niej i zapytał:
- Co takiego cię spotkało? Czemu smucisz się tak strasznie?
- Oj, chłopaku, chłopcze drogi, rozbolały mnie już nogi. Idę przez te różne strony, nigdzie miejsca nie zagrzeję. Wiele złego mi się dzieje. Mój ty młody przyjacielu! Ja nie jadłam od dni wielu. Liście szczawiu są moją strawą. Z kałuż wodę piję, gdy pragnienie mnie przydusi. Zobacz jak ja sobie żyję. Ja nie mam się smucić?
Wędrowiec, gdy takie usłyszał słowa, poczuł, że pełna staje się jego głowa pragnienia, by ulżyć jakoś niebodze. Usiadł na ziemi przy drodze i rozwinął swój tobołek. A w tobołku skarbów wiele, bo bohater nasz nadziei pełny po uszy, sam w poszukiwaniu lepszego losu w świat ruszył. Był tam kozik dosyć spory, dwa kamienie na psy srogie, gdyby czasem zaszły drogę, no i pół bochenka chleba. Wziął ten chleb i dał kobiecie. Coś pomyślał o swej diecie, której pragnąć raczej nie chciał. Wdzięczność jaką wyraziła ta biedna nieboga, sprawiła, że dalsza wędrowca droga pełna była ogromnej przyjemności, z otrzymanego daru wewnętrznej miłości. W takim oto humorze wszedł on do miasta, a tam wielu innych biedaków zobaczył. Jeden o kulach, inny na wózku, a inny leżał rzucony w błocie. Gdy to widział nasz wędrowiec, przykro mu się zrobiło tak bardzo, że zamartwił się nad ludzi tych złym losem.
- Ale cóż po największej nawet miłości, gdy człowiek sam biedny. Pewnie sam zagoszczę w rynsztoku najdalej za pół roku? - pomyślał i przeraził się swym losem, który niepewnym stał się już wtedy, gdy za serca ruszył głosem, by opuścić progi biedy. Bieda także jemu była doskwierała... A była to bieda niemała.
Jednak zebrał w sobie siły i swych zmartwień się wyrzekał. Mimo biedy, dla ludzi był miły, więc się pracy wnet doczekał. A była to praca w piekarni, gdzie uczył się piekarskiego fachu. Często bywał w jadalni i zapomniał o wielkim strachu o dzień jutrzejszy i najbliższe lata. Mistrz swej córce go wyswatał i tak by się ta bajka skończyła, gdyby nie sprawa jedna niemiła.
Nasz bohater miał w swej pamięci, jak się jego los odkręcił i nadal myśli pełna była jego głowa, by coś biednym ofiarować. Dlatego co dzień o poranku, na swego domu krużganku kosze z chlebem wynosił i każdego biednego na poczęstunek prosił, by chlebem się posilał nie płacąc ni grosza.
Minął rok jeden. Minął rok drugi... Nasz drogi altruista, choć nie brał kredytów, zaczął mieć długi. Bardzo go to zdziwiło, bo przecież dodatnie miał wszystkie bilanse, gdy księgi swoje prowadził. Podatki dochodowe do skarbu odprowadził, więc w przekonaniu, że to pomyłka, że problem już znika, do domu swego wpuścił komornika. Komornik, gość kusy, coś tam głośno krzyczy - przyjechał chyba specjalnie ze stolicy. Pewnemu swojej kariery podsunął pod nos jakieś papiery. W kwitach tych jasno napisane stało, że podatków było zapłaconych mało, bo policja podatkowa wykryła, że kwota VAT się gdzieś ulotniła.
- Jaki VAT? Wszystkie podatki płaciłem chętnie i o czasie - mówił te słowa bohater naszej bajki i jak ten głupi Jasiek trzymał się za głowę kręcąc nią z niedowierzaniem.
- Jak to VAT jaki!? - komornik wrzasnął oburzony. - Jadły darmo chleb biedaki? Jadły? To podatek VAT państwu się należy? Nie zapłacisz - zgnijesz w wieży!
Komornik maszyny i chlebowe piece zapieczętował rozpętując hecę. Wszyscy się w mieście od władz dowiedzieli, że piekarz przestępcą co zyskiem się nie dzielił. Oznajmiono całemu światu, że ów zbrodniarz nie płacił VAT'u. A że gawiedź to lud prosty i szary to zażądał srogiej kary. Tak oto w wielkiej gracji, władze użyły manipulacji, by na swoim postawić i dobrego człeka przed sądem rozprawić.
- I co się teraz ze mną stanie? Dlaczego to wszystko się dzieje? - płakał nieszczęśnik na żony łonie, gdyż czuł, że to już jego koniec.
Dnia pewnego do drzwi załamanego piekarza goniec zastukał. To się czasami zdarza. Stało się i wtedy, bo dalszy etap nadchodził biedy. Sąd wielce wysoki i łaskawy datę wyznaczył jego sprawy.
Sędzia, człek surowy, nakazał wymierzyć pięćdziesiąt batów za nie odprowadzenie VAT'u darczyńcy, który chleba ostatnią swoją kromkę podarował głodnemu, bez brania odeń zapłaty najmniejszej. Sędzia niewzruszonym pozostał na ten odruch serca i zażądał w imieniu państwa, by przyznał się do swego draństwa i rezygnując z oszustwa zamiaru pogodził się ze swoją karą. Uprzedził sędzia tego przestępcę, że jeśli jeszcze raz darmo komu chleb daruje, a VAT'u nie odprowadzi, to tak się zdenerwuje, że za kratą go osadzi.
- Lata siedzieć w celi będziesz - z piedestału groźny sędzia mówił temu biedakowi - wybij sobie bracie z głowy, że to państwo ty oszukasz.
W imię tego wyroku wleczonego jak zwierza przywiązano do pręgierza. Wymierzono wszystkie baty... Nie od razu, lecz na raty, żeby dłużej poniżony stał na mieście obnażony.
Nasz bohater mocno się w życiu swym sparzył. Jemu już więcej się to nie zdarzy. Nie mógł dawać darmo chleba, chociaż taka jest potrzeba. A przez to biedni stracili, bo teraz w głodzie żyli. Ani pracy, ani chleba... Państwo o nich zapomniało. Nic od siebie nie dawało.
Państwo nie bierze do swojej głowy, żeby ulżyć trudnemu losowi ludziom, którzy są w potrzebie. O czym mowa? Wszak to wiecie. Kataklizmy są na świecie. Ludzie cierpią... tracą domy. No i pomoc z każdej strony jest potrzebna niesłychanie. Szczodrzy ludzie, którzy pomóc groszem mogą, wysyłają różną drogą to co mają. Z serca dają. SMS'y wysyłają, by w ten sposób akcję wspomóc. I wiecie co dalej się dzieje? Największe i najbardziej podłe draństwo. Z podatku VAT nie potrafi zrezygnować państwo. A kto zyski czerpie z biedy i cierpienia, w straszliwą pijawkę się zmienia, która tylko dlatego żyje, że krew ofiar wszystkich pije. Niech to usłyszą ci wszyscy urzędnicy skarbowi, co łamiąc sobie głowy hołubią takiemu prawu, zamiast wrzucić je do stawu.
 Zbigniew Żbikowski

Kocham kaktusy !!!;))











Kaktusy  - moja miłość

Na parapecie mojego okna
Stoją kaktusy z rzadka podlewane
Jesienna noc je otuliła sennie
Ciepłym słońcem w ciągu dnia ogrzała

Stoją godnie w milczeniu
igieł wiankiem otoczone...
Ich pąki są  nabrzmiałe miłością
gdy czekają na słońce gorące
na moje pieszczoty poranne.

W ciągu dnia rozchylają kwiaty
Powolutku, delikatnie
by niewinnością bieli się pokazać
żółtym słońcem płonąć,
  
czerwienią połyskiwać
jak me usta czerwone
gdy  czule z uwielbieniem
do pocałunku  je składam.

Odwdzięczają się piękną wonią 
Ich  płatki pełne są nienasyconej miłości

gdy zbieram je do koszyka serc, marzeń  i tęsknoty
i spoglądając na nie
spijam  ten niebiański nektar
by miłość do nich zachować na wieki.

Bronią swego istnienia na pustyni życia,
Świadomie raniąc me palce....
lecz piękną wonią kwiatów wabią
me serce w poranne słońce.
  
Wolno mi je podziwiać, nie wolno dotykać...
Zatracam się w ich pięknie i w ich urodzie.
  
Choć żywot ich jest  tak krótki,
bo otwierają swe pąki o wschodzie słońca
a o zachodzie zaś wonią urzekają.
  
W blasku księżyca ciesząc oczy gwiazd
lecz dnia następnego znika już ich blask.
Pięknem ich kwiatów jestem odurzona
gdy cieszą me oczy i serce radują.

Tyle miłości swym pięknem  pokazują
Tyle miłości kolorami swymi wyrażają
I cały świat mój kolorami malują,
 marzeniami obdarzają.

To moje cudowne kaktusy !
One zawsze stoją na parapecie mojego okna.